środa, 10 sierpnia 2016

WOODSTOCK

Ehh... Siedzę przed tą internetową kartką i dopiero teraz zastanawiam się dlaczego tak późno się za to zabieram. Nie chodzi mi tu o godzinę pisania bo to moja godzina, a poza tym robota na 3 etatach na nic innego nie pozwala. Chodzi mi tu o to, że chcę napisać o czymś pięknym. O czymś co tak naprawdę wspominam i będę wspominać najlepiej w życiu chyba. Kurde no.
Pluje sobie w brodę, że na pisanie o Woodstocku zabieram się dopiero teraz. No cóż. Zaczynam.



Witaj!
Dawno się tu nie widzieliśmy. Ja już sobie w głowie układałam nasze spotkanie.
Pod różnymi kątami układałam przebieg tego spotkania. No i nadal jestem w punkcie wyjścia.


Dobrze no to tak. Niedawno gdzieś (bo patrząc na odstępy między poszczególnymi notkami to między tą o kursie, a tą nie jest wcale tak też daleko) pisałam o tym czego doświadczyłam na kursie przygotowującym do pracy w Pokojowym Patrolu na Przystanku Woodstock.
Oprócz tego, że mało spaliśmy, były wielkie kotlety, że egzaminy były i w ogóle to fajnie było to no. Było o tyle dobrze albo aż TAK DOBRZE, że oprócz nieznajomości terenu pola, wszystko rozumieliśmy. Wszystko znaliśmy w stopniu takim aby móc pracować na tym naszym (moim i Filipa) dziewiczym Woodstocku.
Jestem za to wdzięczna ekipie, która nas szkoliła. Powiem, że nie czułam dyskomfortu z powodu pierwszego razu i to od razu "na tyłach" całego festiwalu bo czułam się przygotowana.

Od strony organizacyjnej wyglądało to o tyle, że przyjechaliśmy szybciej, a cała praca nie obejmowała jedynie 3 dni festiwalu co zmiany zaczynaliśmy już od poniedziałkowego wieczoru.
Robiliśmy co się dało, żeby Woodstock był bezpieczny, by był godny miana najpiękniejszego festiwalu świata dzięki (m.in) naszej dobrej komunikacji z woodstokowiczami.
Dbaliśmy o to o co każdy patrolowiec musi dbać jak już odzieje się w tą czerwoną koszulkę z odblaskami!

Praca wymagała poświęcenia, wielogodzinnego spoglądania na ręce przechodzących i wyłapywaniu szkła z tych zadowolonych rąk, które zaraz miały tańczyć z resztą ciała pod sceną.
Jak już się szło na zmianę to na pełnym zaangażowaniu bo wiedzieliśmy, że jedna odebrana butelka może komuś uratować zabawę na festiwalu. Mówię tak o tych butelkach bo to w sumie przy informowaniu o zakazie wnoszenia szkła na festiwal było najśmieszniej. Te zszokowane miny rzekomo pierwszy raz będących na Woodstocku ludzi, którzy w gruncie rzeczy wyglądali tak jakby wracali do domu na te kilka dni, a przez resztę roku gdzieś tam bywali. Śmiechnęłam kilka razy aż miło.

No dobra. Ale najważniejsze. W ciągu tych trzech dni przeżyłam tyle kurde wzruszeń i tyle serca ociepleń, że naprawdę łał!
Pierwsze?
Rozpoczęcie na dużej scenie. Stoisz w TEJ czerwonej koszulce, za TYM Owsiakiem, z TYMI ludźmi, którzy RAZEM z TOBĄ, tworzą coś wielkiego a ONI na ciebie patrzą. No tak. Ci wszyscy ludzie, którzy przyjechali bawić się, śmiać, wypić piwo, poznać nowych ludzi. Oni klaszczą gdy Jurek powie, że klaskać mają dla czerwonych. Ło Panie. Oni klaszczą. 


Potem schodzisz ze sceny i znów idziesz na teren, na zmianę. A oni co? Oni śpiewają o Tobie, tulą Cię w ramach podziękowań za pracę. Przybijają Ci piątki i są wdzięczni za to, że jesteś. 
Kurde. Teraz się uśmiecham. 

Drugie? Właśnie to jak oni chodzą, Oni chodzą i widzą, że idziesz. I czasami nie miną Cię obojętnie. Oni podejdą, w różnym stanie (bo przecież się bawią), oferują Ci łyczka - Ty odmawiasz - oni rozumieją. Ale nie przechodzą obojętnie, dzielą się tym co mają.
Dlatego z Woodstocku przywiozłam nie tylko wspomnienia ale też skromne podarunki.
Pamiętam to jak dziś, odbieraliśmy PUSTĄ butelkę od imprezowiczów. Nagle ktoś podbiega i w chwili przekazywania szkła wystrzeliwane jest sprężone confetti nad naszymi głowami a na ręce wciskają nam fluorescencyjne bransoletki i proszą byśmy machali do ich namiotu jak będziemy przechodzić.
Kolejna sytuacja.
Podbiega do nas kobieta. Widać totalna artystka. I prosi o uśmiech. Uśmiecham się za co wręcza mi plik pomalowanych sklejek w różnych wzorach i oświadcza, że są to medaliony za uśmiech. Poprosiłam, by wybrała dla mnie jeden, skoro chce mi go podarować. Wybrała, wielki z dużymi czerwonymi ustami - bo pasują do koszulki.


Wiele tego było i jeszcze więcej. 


Najbardziej cieszy mnie fakt, że nie wróciłam stamtąd z poczuciem, że zrobiłam kawał roboty a nic za to nie mam. No właśnie. Wielu z mojego otoczenia pytało - "A co za to miałaś?", "Ile kasiury zgarnęłaś co?"
Odpowiadałam: "Kasiury zero, a nawet wydałam bo Lidl był nieopodal, ale nie w tym rzecz! Otóż otrzymałam za te wszystkie zmiany i obecność tam bardzo wiele. Mianowicie są to piękne wspomnienia, uśmiech i coś za czym mam tęsknić aż rok.
Bo tylko tam możesz spotkać ludzi, dla których piękne jest to co robisz, i dla których jesteś piękny duszą, którzy nie oceniają cię przez palce, a takim jakim cię po prostu widzą. 

TO dostałam, więcej nie oczekiwałam."


Generalnie zanim tam pojechałam w głowie włączyłam sobie tydzień wcześniej tryb, że będzie niezła harówka. No nie myliłam się, ale odespałam jeden dzień, tydzień chorowałam, katar miałam do zeszłego piątku ale kurde no nie żałuję.
Było cudownie i aż mi teraz żołądek skręca, że nie zobaczę różnych osób przez cały rok. 

Pobyt na woodzie zamazał wszystko to, co chcą wpoić nam media.

Woodstock to siedlisko brudu i patologii - ehh... niestety ale brudne zostają jedynie palce, które przyczyniają się do pisania takich oszczerstw. Spójrzmy prawdzie w oczy. Czyżbyśmy nie żyli w społeczeństwie, które w większości odstępuje od pewnych norm moralnych? Dziennie mijamy konfidentów, żyjemy z dwulicowcami, przechodzimy obok cichych zabójców.
Woodstock miejsce jak każde inne. Ale jednak tak bardzo różne. Ta różność czyni je pięknym.

I póki moje życie pozostanie tak czyste od niektórych, zbędnych ludzi - dotąd wierzyć będę, że są jeszcze tacy, którzy mają dobre serce. 

Póki co jestem tu gdzie jestem. Woodstock przeżyłam. I zakochałam się.
Chyba do końca będę już mieć dylemat, z której strony Woodstock teraz zobaczyć. Czy zostać w PP, czy spróbować być tym, który jest przez PP chroniony.
Ale wygra coś czuję opcja nr 1. :)


Dziękuję WSZYSTKIM Patrolowcom, którzy to czytają. Czuję, że mam to poniekąd w obowiązku, gdyż wiem jak wielu z Was było już na festiwalu raz, któryś i te wszystkie podziękowania woodstockowiczów na które trafiłam ja - są kierowane też do WAS. :)
Więc dziękuję w ich imieniu. 





Jedyny koncert wysłuchany prawie w całości, bo w PP trzeba umieć pokojowo łączyć pracę z relaksem. :D


A najbardziej to tęsknie za polem Malinowskiego, którego skrawek dosłownie szczątek widac w lewym rogu dolnym.

Pierwsza poniedziałkowa.

fot. Dawid Ilnicki

fot. Dawid Ilnicki






1 komentarz: