środa, 30 listopada 2016

Wychodzę.

-Halo? Kto tam?
-Tu inne życie.
-Co tam, gdzie jesteś?
-Za rogiem, czekam.
-Ok, wychodzę.

Happysad - Tak mija czas

Zima za oknem, wiatr przeszywa połacie kurtek i płaszczy, a mi w sercu jesiennie. Albo wiosennie? Kolorystycznie wychodzi to różnie, bo raz jest zieloniutko, a raz tak szaro-buro jak teraz.

Niemniej. Szukam.

Ostatni czas jest czasem odkrywania zdumiewających faktów. Zatykając otwarte przestrzenie w moim sercu, zapominałam o tym co najważniejsze. Zapominałam o tych, którzy byli zawsze ze mną, którzy są od 5 lat, 4... I tak rzadko się ich docenia.
I są, nie odchodzą, sprzeczają się i wracają z tolerancją i uśmiechem.

Szukać, szukam. Nie tak natarczywie już. Na pewno nie chwilowo ludzi, a motywacji do zmiany tego co już zostało w jakiejś nostalgicznej całości.

Czas to zmienić!

Dziś krótko, ale z moimi ulubionymi, najlepszymi Loesje.
Szukam nie tylko dobrych ludzi, ale motywacji do zmian, a także czegoś co znów podsumuje jakiś kolejny czas.. To jedne ( tak serio to wiele ) z nich:





Wystarczy - byle dobra!


 Jakoś tak. Na pewno w środy murowane 12 h.
To, że są mieszane nie oznacza, że są gorsze.
Im potrzeba ludzi, którzy je zaakceptują w całej ich niedoskonałości i nie będą wybiórczy.
Jestem pingwinem?


Y - zdecydownie


Nigdy. ;)


 Mi tak, a Tobie?

Bardzo na czasie.


Z racji, że jest środa, a ja od 8 siedzę na uczelni, zostało mi około 5 godzin snu. 
Mogę powiedzieć tyle.
Bądźmy dla siebie dobrzy. Nie bójmy się swojego zdania, a nawiązując do ostatniego.
Bierzmy na klatę to za co jesteśmy zobowiązani brać odpowiedzialność.
Nie zrzucajmy winy na innych.
Jeśli podejmujemy się spełniania jakiejś roli- spełniajmy ją w całej swej okazałości, a nie tylko od czasu do czasu, gdy jest nam to na rękę.

Bądźmy odważni i nie bójmy się zdania innych, bo tylko Ty jesteś Panem siebie.
 To od Ciebie zależy, czy spieprzysz swoje życie, czy uczynisz je pasmem doskonałych przygód.

Ja wybrałam przygodę i nie zawsze jest dobrze. Ale wiem, że jest jest to lepszy wybór niż spieprzenie tego co ma się jedynie jedno!

A Ty ?
Jak wybierzesz ?

Mickey Valen - Meet Me

Tylko pozytywnie. :)

Klikaj w czerwone linki :)




Nie spieprz tego, a ja biorę swoje życie ponownie w ręce i biorę się do roboty.
Będzie dobrze. :)


Dobranoc.

Jestem tu gdzie jestem i nie spieprzę tego.

piątek, 11 listopada 2016

Poszanowanie.

Cześć. rozpoczynam okrągłą godziną 00:50 dnia 11.11.2016 r.
Dużo jest tego wszystkiego. Dużo. Tymczasem porozmawiamy o poszanowaniu drugiej osoby.
Raczej może porozmawiam sama. Ty przeczytasz - odpowiesz jeśli się na to zdecydujesz.



Co mam zrobić kiedy szacunku nie widzę. Kiedy myślę o krzywdzonych kobietach, znudzonych mężczyznach, poniżonych dzieciach i osamotnionych starszych to przez serce moje przebiega gromada uczuć, dudnieniem przypominająca, stado biegnących koni tuż obok.


Żyjemy w świecie gdzie wszystko się hejtuje, gdzie każdy w każdym widzi zwarę, zadrę, której rzekomo nie da się wyleczyć. Gdzie aktorka po ciąży i powrocie do pracy rozliczana jest z każdego kilograma, a przystojnym nazywa się aktora, na którego widok sika cała szkoła gimnazjalna.
Żyjemy w świecie, gdzie kobiety sprzedają swoje ciało, mężczyźni je kupują, potem oboje obrzucając się gównem bo poniekąd, każdy coś na tej transakcji stracił.
Niestety w zastraszającym tempie rośnie tu moda na hejt, nie na pochwałę. Tym samym jednakże problem goni problem bo tak naprawdę sami oczekując szacunku, nie dajemy go drugiej osobie. Kiedy ona zaś nie czuje się szanowana - odwdzięcza się tym samym.
Jesteśmy ludźmi. Tylko. Działamy jak magnesy.
Łącząc dwie odpowiednie części, dwóch różnych magnesów okazuje się, że wszystko gra do czasu gdy nie wydarzy się coś co za wszelką cenę będzie wpływało na odwrócenie się biegunów i skierowaniu ku stronom odpychającym się wzajemnie.
Niestety każde wydarzenie na mieście, w internecie, w najbliższym otoczeniu okraszone jest zgryźliwością, nieuczciwością i pobłażliwością.
Zapominamy o wzajemnej szczodrości, obdarowywaniu siebie dobrem pojętym w słowie i czynach.

I nawiązując do tytułu, wstępu i tego sprzedawania kupowanego ciała.
Czyż nie jest to paradoks?

Mężczyzna w społeczeństwie uchodzi za tego co ma być księciem na białym koniu, co szanuje, daje prezenty, kocha, tuli, całuje, obejmuje przy kumplach (zaznacza teren poniekąd) i nagle... przychodzi do kobiety, która bez ogródek daje mu w sobie to co najważniejsze by na tym zyskać finansowo - nie, bo ma problemy, ale po to, bo uważa, że nie ma dla niej odpowiedniej pracy - przecież do wszystkiego jest zbyt dobra ( a może po prostu zbyt leniwa? ).
Problem zaczyna się w sytuacji kiedy ta kobieta podejmuje się czynu. Ona przestaje szanować siebie, mimo to oczekując szacunku od mężczyzny, który korzysta z jej usług. Jest częściowo zawiedziona jego obojętną postawą, równocześnie jednak nie okazując mu szacunku, gdyż traktuje go przedmiotowo.
Mężczyzna z kolei zapomina o szacunku do samego siebie narażając się na chociażby chorobę. Następnie oczekuje szacunku od kobiety, która (tak jak wyżej) traktuje go przedmiotowo i ostatecznie nie szanuje jej samej, bo aktu, którego z nią dokonał nie traktuje jako coś niezwykłego, a jej samej nie uważa za piękną, godną - po prostu traktuje ją jak przedmiot.
Rozstają się. On ma moralniaka, ona jest zadowolona - ale za kilka lat będzie ostro zagryzać poduszkę, jeśli nie dzisiejszej nocy.

To chyba dosyć niecodzienny przykład, który można porównać do życia większości z nas.
Jest natomiast tutaj pewien schemat, który można idealnie dopasować do reszty.

Kobieta oczekuje szacunku od faceta, równocześnie zaglądając mu w portfel. On sam z kolei daje jej do czasu ulubione prezenty, potem zaczyna zauważać pewien dysonans i kończy się na tym, że ją po prostu porzuca. Ona jest w straszliwym szoku bo "jak ten dupek mógł nie uszanować tego, że ma taką super dziewczynę jak ja - lepszej partii niż ja nie znajdzie!".
Wniosek? Dziewczę oczekuje szacunku od chłopaka, który początkowo uchyla jej gwiazdki z nieba, a gdy uświadamia sobie swoje położenie, przestaje ją adorować bo za równowartość prezentów chciałby otrzymać jej adorację, szacunek i poświęcenie.

Oczekujemy pochwał od znajomych na fejsie za super wykonaną pracę. Dostajemy 0 albo znikomą ilość informacji zwrotnych, które zwykle są pochlebne. Trzymamy się tych co pochlebiają - bo była już najlepsza przyjaciółka stała się byłą bo nie skomentowała mojego zdjęcia na fejsie uła, uła!
Na osoby pokroju byłej już przyjaciółki składają się również Ci, którzy dla dodającej byli bliscy.
Wniosek?
Osoba dodająca oczekuje szacunku od ludzi, którzy są obok niej blisko, równocześnie zapomina średnio na 2 miesiące o tym, by do kogoś się odezwać z pytaniem pomocy, ewentualnej rozmowy.
Niekomentujący świadomi snobizmu os. dodającej, oczekują szacunku poprzez zwrócenie przez nią na nich uwagi, równocześnie nie doceniając wartości mentalnej dodanego zdjęcia (wstyd i hańba)

SYTUACJI takich jest naprawdę wiele.

Prosty wniosek. Ludzie oczekują poszanowania swojej pracy, osoby, płci, hobby zapominając o tym, że relacja szacunkowa musi być wzajemny.
.

To okropne, że nie szanujemy drugiej osoby, która daje nam całe swoje życie. Bo czasami i tak bywa. Powyższe sytuacje były poniekąd krótkotrwałe. Tu jednak chodzi o związki.
W każdym związku jest tak, że w pewnym momencie, oboje ludzi powie o kilka słów za dużo i już się zaczyna. Co za tym idzie, często niepochlebne opinie, nieciekawe wywody. Przeskakiwanie od wady do wady potęguje frustracje - osoby słuchającej jak i mnie gdy patrzę na ogół.
Jedno drugiemu chce się odgryzać ale nie bardzo to wychodzi bo pozostają gdzieś z tyłu resztki rozsądku, tej miłości i sprawa zostaje w zawieszeniu. Potem każdy udaje, że jest ok. Sytuacji nie było. Niestety przy kolejnej waśni wychodzi, że tak naprawdę gdzieś tył głowy jednak nam to myśl zaprząta i prędzej czy później, ówczesna nieciekawa opinia zostanie wyszarpana ponownie.


Ludzie bezsensownie komplikują sobie życie. Utrudniają je, płaczą, że nie maja nikogo bliskiego.
Jeśli szacunku się nie daje, to się go nie otrzymuje.

Dla wielu z nas poszanowanie to uznanie wartości drugiej osoby, akceptacja, podarowanie mu bezpieczeństwa, że własne zdanie pozostanie niezmienione i nikt nie zachęci Cię do zmiany nastawienia.


JA też szukam tego światła. Poszukuję i nawet w najbliżej położonym gronie tego nie ma. Nie pasuje to. Wszędzie coś złego.
Wszędzie krzywda, wyzwiski, nagabywanie. To chyba nie o to chodzi...




Tym razem zostawię to w tym miejscu...

DOBREJ NOCY.
Dzień dobry.
1:58

środa, 21 września 2016

Rzęchy i klamoty.

Jako rodowita Wielkopolanka zapraszam Was drodzy do przeczytania tego co jak zwykle nie zamierza się na nic konkretnego, aczkolwiek będzie chyba moją spowiedzią ostatnich dni. Zachwytów i tęsknoty. Bo piszę z Poznania.
Zapraszam!


Chciałabym wskoczyć w temat jak kaczka powyższa w wodę. Z gracją i przemyślaną taktyką, a w głowie chaos, głupotki, rzęchy i klamoty.
Jutro, zaraz, za niedługo minie tydzień życia w wielkim mieście.
Co widzę?
Ludzie, którzy się spieszą na tramwaj omijają cię z gracją. Mimo ludu, nie byłam jeszcze trącona ramieniem. O nie!
Dużo żabek. Aż zastanawiam się, co dzieje się na ulicach na wiosnę. W nocy natomiast nie narzekam na kumkanie.
Pogoda piękna na poznawanie tego miasta, w którym mam spędzić kolejną część życia.
Ludzie nie patrzą na siebie z byka jak to bywa gdzie indziej. Ludzie robią swoje i nie wciskają noska w nie swoje sprawy bo są zajęci bieganiem za tramwajem.
I to jest super.
Aczkolwiek odczuwam pewien rodzaj samotności.
W tych naszych mieścinach to już tak było, że słuchawek do uszu się pakować nie opłacało bo tam sąsiadka zza płoooota, a tu znajomy skąd inąd i trzeba było porozmawiać.
Ale też czuję się dobrze.


Mówi się, że w dużych miastach to zgiełk.
No jest bo te auta.
Ale chyba spokój większy jest wśród pół miliona nieznanych niż pośród twarzy widzianych co jakiś czas.

Tydzień mija, a to są moje dotychczasowe wnioski.
Bardziej prywatnie?
Lokalizacja- super. Spokój? - jest. Hałas - brak. Drzewa są? - są! I oprócz jednego czy dwóch dachów to widzę ich kołyszące się czubeczki.
No i mam wysoko. Będą łydeczki jak marzenie huhu!


Mimo to nadal się boję tego co nieznane, chyba jak każdy, kto postanawia wyjść ze swojej strefy komfortu.
Mimo to nie mam najgorszej. Bo wychodzę na swoje na dobrych warunkach, bez przekrętów, kłamać nie muszę i za kilka dni startuję z nową przygodą. Przygodą niewyrwaną życiu za pieniądz i fałsz, a otrzymaną za kilkuletnią pracę. Przygodą, która ma być wstępem do czegoś dobrego.


Gdy w świecie tyle zła, łapmy chwile i doceniajmy ich urok. Mieszkamy tu chwilę, ale jest całkiem sympatycznie. A najwygodniej bo bez szkodliwej przeszłości i bagażu, który zostawiliśmy gdzieś po drodze z Krotoszyna do Poznania. Tak mniej więcej w tych lasach za Jarocinem bo to doskonałe miejsce dla takich doświadczeń.
Wygodnie nam bez złych twarzy. Tęskno nam do tych, którzy okazali się być w ostatnich miesiącach najbliższymi. I, którzy są nimi do teraz.

Póki co Filip nie wypuszcza mnie samej na "dzielnie" bo się boi, ale już wkrótce każde z nas będzie musiało pójść swoją drogą na swój wydział - dobra do płotu razem bo to wszystko to na jednym podwórku!

Więc czuję się bezpiecznie.
Bez zła.
Bez niesprawiedliwości.
Z wesołymi, życzliwymi ludźmi dookoła. ( Pan, który nam zakładał internet był np super! )
I mamy nadzieję, że już tak zostanie.


Na razie odpoczywamy bo dopiero niedawno zakończyliśmy nasze wakacyjno-pracownicze obowiązki i lenimy się za 4! (Bo każde z nas leni się za 2!)
Ja bynajmniej mentalnie szykuję się do porannej rejestracji. Czuję się w takich i podobnych chwilach tak, jakby mój komputer i otoczenie dookoła mnie na odległość 1 metra była moim centralnym biurem dowodzenia.

Dziś chyba chciałabym więcej pokazać w zdjęciach.
Oto one:

















W tej naszej poznańskiej doli odwiedziła nas zaprzyjaźniona gromada z Krotoszyna. Na jeden dzień było znów tak jak bywało zwykle. Było swojsko i zabawnie. Byli Ci, którym ufamy i, z którymi dobrze się bawimy. Dziękujemy raz jeszcze za Wasze odwiedziny! :)

Migawek poszło też kilka z samodzielnych podróży tramwajem lub jak zwykle to bywa - wędrówek pieszych.



Suma sumarum doceniamy to co się dzieje teraz wokół nas. Mamy spokój, chwilę przed rozpoczęciem nowego rozdziału w naszym życiu. Czas na zwiedzanie i na poznawanie. Mamy czas na rozwijanie siebie, sprawdzanie swoich możliwości. Przystosowujemy się.
Warto dać sobie taki czas. Nie skakać na głęboką wodę od razu, bez nauki pływania.
Mamy nadzieję, że gdy inni (oby nie) czasami będą się gubić, my już będziemy mieli to i owo "ogarnięte".

Cieszę się i doceniam, że mam tylu dobrych ludzi wokół siebie, którzy pomagają, są blisko. Trzymają mnie w ryzach i nie pozwalają by opadły mi skrzydła.
Cieszę się pomocą udzielaną w przeprowadzce i cieszę się, że nie jestem tutaj sama tylko z tym babolem Filipem i, że nie muszę przechodzić sama przez to wszystko.

Doceniam bardzo mimo, że narzekam, krzyczę, złoszczę się.
Jest dobrze, jak dobrze będzie na uczelni to ogólnie będzie świetnie.


Rozwijam się.

Ty też człowieku zrób coś dla siebie! Przeczytaj coś tylko dla siebie. :)
Kup sobie coś pięknego, spełnij swoje marzenie.
Zrób coś, co będzie TYLKO TWOJE.

I nikt nie ma prawa Ci tego odebrać jeśli dotrzesz do celu drogą prawą, bez łamania zasad.
Realizuj się jeśli tego byś chciał. Baw się dobrze tym co do Ciebie należy.
Szanuj tych, którzy są dla Ciebie najważniejsi.
A opinie wrogów doceniaj - trzeba się tego nauczyć - oni mimo, że nie chcą. próbują Ci wmówić to jaki jesteś. Gdy popatrzysz na to z innej perspektywy. Próbują Ci wcisnąć wady, które dotyczą głównie ich biednego życia. Tacy z nich altruiści.

Kochani doprawdy!
A Ty? Ciesz się. Żyjesz godnie, jesteś zdrowy, osiągasz cele poprzez pracę, nie przekręty? - doceń to.
Bądź szczęśliwy i nigdy się nie poddawaj.



Dodaję zdjęcie kaczki ponownie. Bo trochę w ten temat wskoczyłam.
Zaczynając notkę byłam wściekła jak kret.
Uszło ze mnie. 
Uff...
Dzięki!




PS. 1 Nad naszym blokiem latają samoloty! Niedaleko Ławicy mieszkamy więc z okna widzę brzuszki samolotów i wszystkie okna jak się dobrze przypatrzę! :D
PS. 2 Cytaty pochodzą z "Dużego MAŁEGO PORADNIKA ŻYCIA". Możemy zrobić zabawę. 
Jeśli chciałbyś/ chciałabyś poznać cytat spod Twojej wybranej liczby, to napisz! Wyślę. :) Przy okazji porozmawiamy! :)
kubiakdaria2@wp.pl albo odezwij się tutaj dodam zdjęcia w kolejnej notce :)
Zapraszam! Ty zostaw tylko numerek z przedziału od 1 do 1560. :)



DOBREJ NOCY!

środa, 10 sierpnia 2016

WOODSTOCK

Ehh... Siedzę przed tą internetową kartką i dopiero teraz zastanawiam się dlaczego tak późno się za to zabieram. Nie chodzi mi tu o godzinę pisania bo to moja godzina, a poza tym robota na 3 etatach na nic innego nie pozwala. Chodzi mi tu o to, że chcę napisać o czymś pięknym. O czymś co tak naprawdę wspominam i będę wspominać najlepiej w życiu chyba. Kurde no.
Pluje sobie w brodę, że na pisanie o Woodstocku zabieram się dopiero teraz. No cóż. Zaczynam.



Witaj!
Dawno się tu nie widzieliśmy. Ja już sobie w głowie układałam nasze spotkanie.
Pod różnymi kątami układałam przebieg tego spotkania. No i nadal jestem w punkcie wyjścia.


Dobrze no to tak. Niedawno gdzieś (bo patrząc na odstępy między poszczególnymi notkami to między tą o kursie, a tą nie jest wcale tak też daleko) pisałam o tym czego doświadczyłam na kursie przygotowującym do pracy w Pokojowym Patrolu na Przystanku Woodstock.
Oprócz tego, że mało spaliśmy, były wielkie kotlety, że egzaminy były i w ogóle to fajnie było to no. Było o tyle dobrze albo aż TAK DOBRZE, że oprócz nieznajomości terenu pola, wszystko rozumieliśmy. Wszystko znaliśmy w stopniu takim aby móc pracować na tym naszym (moim i Filipa) dziewiczym Woodstocku.
Jestem za to wdzięczna ekipie, która nas szkoliła. Powiem, że nie czułam dyskomfortu z powodu pierwszego razu i to od razu "na tyłach" całego festiwalu bo czułam się przygotowana.

Od strony organizacyjnej wyglądało to o tyle, że przyjechaliśmy szybciej, a cała praca nie obejmowała jedynie 3 dni festiwalu co zmiany zaczynaliśmy już od poniedziałkowego wieczoru.
Robiliśmy co się dało, żeby Woodstock był bezpieczny, by był godny miana najpiękniejszego festiwalu świata dzięki (m.in) naszej dobrej komunikacji z woodstokowiczami.
Dbaliśmy o to o co każdy patrolowiec musi dbać jak już odzieje się w tą czerwoną koszulkę z odblaskami!

Praca wymagała poświęcenia, wielogodzinnego spoglądania na ręce przechodzących i wyłapywaniu szkła z tych zadowolonych rąk, które zaraz miały tańczyć z resztą ciała pod sceną.
Jak już się szło na zmianę to na pełnym zaangażowaniu bo wiedzieliśmy, że jedna odebrana butelka może komuś uratować zabawę na festiwalu. Mówię tak o tych butelkach bo to w sumie przy informowaniu o zakazie wnoszenia szkła na festiwal było najśmieszniej. Te zszokowane miny rzekomo pierwszy raz będących na Woodstocku ludzi, którzy w gruncie rzeczy wyglądali tak jakby wracali do domu na te kilka dni, a przez resztę roku gdzieś tam bywali. Śmiechnęłam kilka razy aż miło.

No dobra. Ale najważniejsze. W ciągu tych trzech dni przeżyłam tyle kurde wzruszeń i tyle serca ociepleń, że naprawdę łał!
Pierwsze?
Rozpoczęcie na dużej scenie. Stoisz w TEJ czerwonej koszulce, za TYM Owsiakiem, z TYMI ludźmi, którzy RAZEM z TOBĄ, tworzą coś wielkiego a ONI na ciebie patrzą. No tak. Ci wszyscy ludzie, którzy przyjechali bawić się, śmiać, wypić piwo, poznać nowych ludzi. Oni klaszczą gdy Jurek powie, że klaskać mają dla czerwonych. Ło Panie. Oni klaszczą. 


Potem schodzisz ze sceny i znów idziesz na teren, na zmianę. A oni co? Oni śpiewają o Tobie, tulą Cię w ramach podziękowań za pracę. Przybijają Ci piątki i są wdzięczni za to, że jesteś. 
Kurde. Teraz się uśmiecham. 

Drugie? Właśnie to jak oni chodzą, Oni chodzą i widzą, że idziesz. I czasami nie miną Cię obojętnie. Oni podejdą, w różnym stanie (bo przecież się bawią), oferują Ci łyczka - Ty odmawiasz - oni rozumieją. Ale nie przechodzą obojętnie, dzielą się tym co mają.
Dlatego z Woodstocku przywiozłam nie tylko wspomnienia ale też skromne podarunki.
Pamiętam to jak dziś, odbieraliśmy PUSTĄ butelkę od imprezowiczów. Nagle ktoś podbiega i w chwili przekazywania szkła wystrzeliwane jest sprężone confetti nad naszymi głowami a na ręce wciskają nam fluorescencyjne bransoletki i proszą byśmy machali do ich namiotu jak będziemy przechodzić.
Kolejna sytuacja.
Podbiega do nas kobieta. Widać totalna artystka. I prosi o uśmiech. Uśmiecham się za co wręcza mi plik pomalowanych sklejek w różnych wzorach i oświadcza, że są to medaliony za uśmiech. Poprosiłam, by wybrała dla mnie jeden, skoro chce mi go podarować. Wybrała, wielki z dużymi czerwonymi ustami - bo pasują do koszulki.


Wiele tego było i jeszcze więcej. 


Najbardziej cieszy mnie fakt, że nie wróciłam stamtąd z poczuciem, że zrobiłam kawał roboty a nic za to nie mam. No właśnie. Wielu z mojego otoczenia pytało - "A co za to miałaś?", "Ile kasiury zgarnęłaś co?"
Odpowiadałam: "Kasiury zero, a nawet wydałam bo Lidl był nieopodal, ale nie w tym rzecz! Otóż otrzymałam za te wszystkie zmiany i obecność tam bardzo wiele. Mianowicie są to piękne wspomnienia, uśmiech i coś za czym mam tęsknić aż rok.
Bo tylko tam możesz spotkać ludzi, dla których piękne jest to co robisz, i dla których jesteś piękny duszą, którzy nie oceniają cię przez palce, a takim jakim cię po prostu widzą. 

TO dostałam, więcej nie oczekiwałam."


Generalnie zanim tam pojechałam w głowie włączyłam sobie tydzień wcześniej tryb, że będzie niezła harówka. No nie myliłam się, ale odespałam jeden dzień, tydzień chorowałam, katar miałam do zeszłego piątku ale kurde no nie żałuję.
Było cudownie i aż mi teraz żołądek skręca, że nie zobaczę różnych osób przez cały rok. 

Pobyt na woodzie zamazał wszystko to, co chcą wpoić nam media.

Woodstock to siedlisko brudu i patologii - ehh... niestety ale brudne zostają jedynie palce, które przyczyniają się do pisania takich oszczerstw. Spójrzmy prawdzie w oczy. Czyżbyśmy nie żyli w społeczeństwie, które w większości odstępuje od pewnych norm moralnych? Dziennie mijamy konfidentów, żyjemy z dwulicowcami, przechodzimy obok cichych zabójców.
Woodstock miejsce jak każde inne. Ale jednak tak bardzo różne. Ta różność czyni je pięknym.

I póki moje życie pozostanie tak czyste od niektórych, zbędnych ludzi - dotąd wierzyć będę, że są jeszcze tacy, którzy mają dobre serce. 

Póki co jestem tu gdzie jestem. Woodstock przeżyłam. I zakochałam się.
Chyba do końca będę już mieć dylemat, z której strony Woodstock teraz zobaczyć. Czy zostać w PP, czy spróbować być tym, który jest przez PP chroniony.
Ale wygra coś czuję opcja nr 1. :)


Dziękuję WSZYSTKIM Patrolowcom, którzy to czytają. Czuję, że mam to poniekąd w obowiązku, gdyż wiem jak wielu z Was było już na festiwalu raz, któryś i te wszystkie podziękowania woodstockowiczów na które trafiłam ja - są kierowane też do WAS. :)
Więc dziękuję w ich imieniu. 





Jedyny koncert wysłuchany prawie w całości, bo w PP trzeba umieć pokojowo łączyć pracę z relaksem. :D


A najbardziej to tęsknie za polem Malinowskiego, którego skrawek dosłownie szczątek widac w lewym rogu dolnym.

Pierwsza poniedziałkowa.

fot. Dawid Ilnicki

fot. Dawid Ilnicki






piątek, 10 czerwca 2016

linia

Cześć!
Kiedyś Filip powiedział mi, że życie jest taką krzywą, wyznaczającą momenty wzlotów i upadków.
Coś w tym stylu.




W sumie to miał częściowo rację.
We wakacje wystartowałam z pracą w ręku, dobrym pomysłem, planami. Było super. Ustne zdane, prognozy na wyniki lipcowe są raczej dobre - żyć nie umierać!
No i po tygodniu wszystko poszło w pieruny, plany się zmieniły, coś nie wyglądało tak jak miało wyglądać. Potem kilka różnych schiz, śmiesznych nieporozumień i teraz oto jestem tu.
Tu tak tu i sobie piszę.



No i co mam poradzić. Wieczorami już teraz coraz cieplejszymi można się położyć na łóżku
- i myśleć. Można czytać książę - i uświadamiać sobie to co kurde dla, niektórych jest prawdziwie niepojęte. Prostymi słowy można uprawiać filozofię na temat złożonej konstrukcji tego świata.


Od tygodnia miałam migreny, bo korciło mnie żeby tutaj coś się odezwać bo aż mi głupio było, że od marca nie było o czym pisać.
Znaczy się. Z jednej perspektywy lepiej bo to znaczy, że (przepraszam za wyrażenie, które zaraz nastąpi ale ono prawdziwie oddaje istotę sytuacji- na szczęście niektórzy nie rozumieją i tak, ale wolę dodać gwoli wyjaśnienia)... że znaczy to, że mnie nikt po prostu nie wkurwiał.
♥ ☺

Zatem teraz już dziękuję wszystkim, którzy odbiegli od tego pomysłu albo im się najwyraźniej ciągle nie udaje, że robią to tak... Biednie. Przesyłam ogrom pozdrowień.

https://www.youtube.com/watch?v=XzBHGfJjB9c

No to zatem... są WAKACJE.
No i co, że są wakacje. Mamy 3 dni w tygodniu wolnego ale to naprawdę dobry układ. Hajs się zgadza, pogoda gdy mamy wolne zwykle też. :) No jest dobrze.

Mam w sumie jedno takie przemyślenie, którego Kinga mi mówi, że lepiej może póki co nie publikować jednakże okroję je z niepotrzebnych dodatków i jednak... powiem. (napiszę!)

Mogąc być obserwatorem wydarzeń zachodzących między ludźmi, rzeczy jakie dzieją się
w przestworzach internetu ale też osobą 3 w rozmowach ostatnimi czasy nasuwa mi się pewien wniosek.
My, ludzie - naród głupi i powierzchowny interesujemy się takimi pierdołami. Totalnymi głupotami, które tylko pozornie mają wpływ na całe nasze życie. Nie umiemy rozdzielać co jest faktycznie ważne, a co jest małym akcentem pozytywnym czy też negatywnym.
Wszyscy "kołcze" mówią nam - żyj dogłębnie, przeżywaj głęboko i wszystkie te głębokie sposoby podają w filmikach i książkach. Nie mówią jednak co warto odbierać dosadnie, a co puścić mimo uszu. Pierwszy lepszy czytelnik, który bierze do rąk książkę z tytułem "JAK ŻYĆ" znajdzie tam odpowiedź - "DOGŁĘBNIE". No powiem szczerze no fajnie nie.
Co mi po tym, że przeciętny Kowalski czy Nowakowa zrozumie to tak, że wszystko co dzieje się
w naszym życiu mamy traktować CAŁKOWICIE SERIO.
Potem są te wszystkie turbo bambosze co robią HALO z naprawdę BŁAHYCH rzeczy zaśmiecają przykładowo fejsbukowe tablice chłamem: "mój piesek nie mógł dziś wydalić z siebie kupki.. boli go brzuszek a ja go masuję i płaczę z nim- znaczy hihi on wyje :(" <- ofc to skrajność.
Czasami my baby martwimy się tym co dać swojemu facetowi tak o bez okazji. Nie bierzemy pod uwagę konsekwencji pewnych wyborów ale dajemy mu coś materialnego, a czasami o tej najprostszej rzeczy zapominamy. A co nią jest?
SZCZEROŚĆ. Czasami tymi wszystkimi upominkami staramy się ukryć te wady, jakie są
w związkach, w drugiej osobie, kimś bliskim. Bo jak dajesz to wtedy jest luzik, spox ale gdzieś w głębi ten niesmak niezamkniętych spraw zostaje.
Dlatego. Ja zawsze mówię co jest nie tak. Nie zawsze jest łatwo. Czasami wiem, że boli zarówno odbiorcę i mnie też, ale nie warto niczego ukrywać. Jeśli drugiej stronie zależy, nie uwali focha, nie tupnie już na zawsze. Jeśli już to na 5 minut a potem wyjaśni sytuację. I tych drugich cenię. Cenię za elastyczność, prostotę i wyrozumiałość. Zdystansowany stosunek do samego siebie, chęć rozmowy, poprawy. To dla mnie znak, że ta osoba nie obrobi mi dupy ale będzie chciała wszystko najpierw wyjaśnić ze mną. Bo nikt nie odobrazi się za tą osobę.
Do rzeczy.
Przejmujemy się tak błahymi rzeczami. To jakiego gatunku jest koszulka albo jak wygląda ogórek, który mamy zjeść na śniadanie.
LUDZIE!
Inni czego do gara włożyć nie mają, a od tygodnia chodzą w tej samej, starej, podartej łachmanie.
Ludzie celebrują dodawanie zdjęcia na instagrama, a w dupie mają pójście do kościoła (nawet Ci wierzący niby praktykujący). Celebrują lajki gdy obok gdzieś może umiera kolejna osoba z powodu choroby.
Tak wiele piękna jest wokół nas. Starajmy zauważać się to co jest istotne. Najprostszy przykładem zobrazowania powyższej myśli, będzie to zdjęcie. Jak nasze społeczeństwo się dzieli, proszę bardzo:


Chyba nie muszę pisać co o tym myślę. Dwa odmienne stanowiska. Jedno bliższe mi, drugie? Celebrującym nie to, co akurat ofiaruje nam Lednica na swoich spotkaniach.

Nie wrzucam wszystkich do jednego worka. Worki są dwa.
Są Ci, którzy zrozumieją, bo mają krztę wrodzonej inteligencji, którzy nieco już dorośleją albo już wydorośleli. I są też Ci... Reszty aż żal mówić.

Ubolewam strasznie nad tym, że w chwili obecnej mogę tak mało zrobić. Tak mało przekazać, bo też ciężko jest się wybić ponad 600 wyświetleń i uderzyć dalej. Inni czytają i piszą wzruszeni, że uderzyłam w sedno. Inni czytają, zagryzając czipsem, popijając browarem, a potem podsyłają link swojej/swojemu znajomej/znajomemu od browca z dopiskiem "ale pierdoli. Idziemy na browara?".
Chociaż czyta. Ta umiejętność chociaż nie zaniknie. Nadzieja nikła pozostaje.


Obserwując blogi innych, widzę ilu ludzi interesuje się kolejnym postem "zrób to sama" a ilu faktycznie ma coś do przekazania. Najsmutniejsze jest to, że statystyki wykazują, że częściej wejdziemy na bloga DIY bo jest więcej obrazków niż na bloga, który mówi coś na serio. Który nie ubiera życia w przerobione ciuchy ale w bolesną prawdę.
No o czym to świadczy? Wszystko na łeb na szyję leci... I z tą refleksją Cię pozostawiam
i przechodzę do wniosków końcowych:


Kurde ale był dzisiaj fajny dzień!
Wreszcie to grono zaczyna się generować. Grono szczerych śmieszków. Na, których można polegać.
Już myślałam, że wczoraj skoro były takie pieruny to nigdzie nie pojedziemy a jednak się udało
i nawet się kąpaliśmy! ☺ Było super, mam już katar i chyba na tym zostanie - taką mam cichą nadzieję.
Tak mi się podobało dzisiaj, że jakbym nie panowała nad sobą, po każdym zakończeniu zdania byłoby 3 x :D .

:D
 :D
  :D


 To akurat dzisiaj. ♥
A tutaj tegoroczna Lednica. Grupa nadal się generuje... Dwie Darie zostały przyłapane na spaniu
 i uwiecznione zdjęciem to zostało to i wcale nie jesteśmy pocieszone, a przede wszystkim Daria 2. Prawda ?




Gwoli kończenia tematu.
Napisz w komentarzu co Cię nurtuje, co zatruwa Ci psychę, może razem zaradzimy co?
Spoko nikt nie zobaczy tego zanim nie zobaczę tego ja. Nie musisz się obawiać!


Dziękuję wszystkim, z którymi od końca matur udało mi się spędzić czas. Ten czas z Wami na pewno zaliczam zwykle nad poziomem osi.


Życzę dobrej nocy, sama idę spać bo jestem padnięta! Buziaki! :) Będę wdzięczna za udostępnienie
 i komentarz!

Adios!

poniedziałek, 14 marca 2016

wspominki

Po pierwsze jest początek tygodnia. Zazwyczaj wtenczas jestem wypompowana emocjonalnie, siłowo i w ogóle przygnieciona jestem tym przyszłym tygodniem.
Po drugie, mam nareszcie nadzieję na to, że nie skończę tu znów z tymi samymi wnioskami.
Po trzecie...
Zimno mi. W stópki. Kopytka. Po prostu mi zimko.

Nad matematyką wszystko się może zdarzyć. Miałam dumnie się uczyć do zbliżającej się matury.
Nie.
No nie. Tak nie można ŻYĆ. Zawsze przecież znajdzie się pretekst żeby tego nie robić. No to zaczęłam wspominać. A najbardziej to jakoś mi się rzuciło wspomnieniami na czas ZHP i kurs Pokojowego Patrolu.
Jakby nie patrzeć oby dwa aspekty mają coś ze sobą wspólnego. Pierwszą pomoc ale też ludzi otwartych na siebie, pogodnych i radosnych.

Czasami szukamy nie wiadomo jak daleko. Coś czego poszukujemy wydaje nam się bardzo daleko... A tak naprawdę, mamy to pod nosem. Wystarczy trochę zadziałać.
Wystarczy ogarnąć to co się ma. Czasami jest tego wszystkiego więcej niż nam się wydaje.

Wspomnienia nazywane przeze mnie wspominkami są czymś czego nikt nam nie odbierze.
Możemy w nich pomieścić każdą sytuację naszego życia. Sami decydujemy jakie one będą.
Najlepiej od dziś zacząć pracować nad tym aby tych złych, przykrych wspomnień było jak najmniej.
Dziś skupiam się na dobrych chwilach, wzruszających, niezapomnianych.
Będą one dla mnie symbolem wiary w to, że komuś coś się jeszcze robić chce. Będą świadectwem bezinteresownej pracy, chęci i uśmiechu nawet w chwilach złych.

Praca w grupie to nic złego. Poznajesz ludzi tak od siebie skrajnie różnych, a jako lider musisz jeszcze znaleźć złoty środek.
Ale to nic złego. To praca, która zaowocuje kiedyś, po pewnym czasie. A jeśli nie to co? Zawsze mogłeś w niej nauczyć się czegoś nowego, czegoś przydatnego.
Tym dla mnie jest ostatni kurs Pokojowego Patrolu.
Ludzie z całej Polski, skrajnie różni. Nieznajomi sobie. Ale od razu rzuceni na głęboką wodę - dosłownie. ;)
Najpierw było ciężko, przez złe samopoczucie, bo się nie znało. Teraz po pewnym czasie myślę, że mogłam coś zrobić lepiej, inaczej. Ale to nic. Oni Cię akceptują. Bo na tych kursach oprócz umiejętności ratowania życia, uczymy się pracy w grupie, tolerancji.
To tam znalazłam ludzi otwartych na dyskusje, konstruktywnie krytykujących, a nie z byle powodu.
To jedna z nich napisała mi dzisiaj bardzo ważne słowa- "Sciskam mocno i pamiętaj, że wszystko można jeśli się bardzo chce". Młoda warszawianka, zalatana jak dzik - znów dosłownie. Ale jedna z sympatyczniejszych osób, które tam spotkałam. Nie wspomnę o sobowtórze Mietczyńskiego ( tego gościa od lektur na YT ).
Mogłabym wymieniać. I przyznam się, że choć byłam sceptyczna to teraz już chcę. Chcę znów zobaczyć te wszystkie twarze, pogadać, wymienić się uśmiechem, telefonem, historią. Na pewno byłoby miło.
I będzie. Woodstock się zbliża. Wtedy sprawdzimy nasze umiejętności, które posiedliśmy na 148. kursie Pokojowego Patrolu.

I choć było zimno, mokro i zimno, zimno i zimniej - mi przynajmniej - to naprawdę był to dobry czas. :) Pozdrawiam Was wszystkich kochani!





A Ty człowieku? Magazynuj swoje wspomnienia. Strzelaj fotki jak masz słabą pamięć i je wywołuj. Ja pamiętam ale album też jeszcze mam. Trzymam go. I nie puszczę! Dbaj o swoją głowę, zakładaj na nią czapkę jak wicher dmucha, żeby chociaż Tobie tej mądrości nie wywiało z głowy. :)

Będzie dobrze.
#MATURATOBZDURA
Niby... Chciałabym. Ale tak bardzo akurat mi się nie chce.
Dobra. Wracam do matematyki, która póki co stanowi idealną podpórkę na łokieć zmożony podparciem się w szkole. Pozdrawiam!




A tu coś spoza tematu kursów: Warto czynić dobro! Tutaj z Filecikiem moim zanieśliśmy kartki od społeczności szkolnej dla wtenczas chorego Igora. :)

A tu to w ogóle mi się ryczeć chce. Możliwość reklamy ZSP nr 2 to zaszczyt. A praca z tymi ludźmi tym bardziej. Dziękuję za wszystko!







A TY? JAKIE MASZ WSPOMNIENIA? Napisz do mnie !