piątek, 16 września 2011

cicho-zmienna egzystencja.

 


Idę do lasu. O poranku. 
Strzepuję krople deszczu z ramienia, które wiatr strząsnał z liści. Przecież w nocy padało.
Wędruję. Każdy centymetr miękkiego podłoża pod moimi stopami dokładnie badam.
Jestem nim zafascynowana. Każdy kawałek wydaje mi się niemal idealny.
Tak bardzo, że nie widzę w nim nic złego.
Kładę się na zielonym dywanie. Widzę mrówki i inne drobne organizmy.
Przez co jeszcze bardziej mi się podoba.
Jest ewidentnie najlepszy. Genialny.
Doskonały...
Nie umiem zmienić nic. Poustawiać w głowie też sobie nie mogę.  
To wszystko jest dla mnie zbyt trudne. 
Wszystko jest teraz zbyt, za duże, ogromne, trudne.
Denerwuje mnie jednak fakt, że mimo ze mi dobrze,
ciągle czegoś brakuje, albo jest czegoś za mało.
O wiele za mało. I o wiele za dużo. Taka mieszanka.
Wiem. Jestem emocjonalnie poszarpana.
Wstaję. I idę dalej. Nie wiem gdzie idę. I nie wiem czy wrócę.
Nie wiem.

Śnimy. Nie zdając sobie sprawy z otaczającej nas przestrzeni. Nie zważając na ludzi wookoło nas. Mamy chorą i przesłodzonę ideologię z którą patrzymy na świat z myślą że kiedyś będzie tak samo pięknie jak jest u nas w głowie.
Nie będzie tak. Nie łudź się. Po prostu i tak nie wyjdzie. Może część. Ale nie całość. Nigdy. Ciemne i bezuczuciowe słowo. N i g d y .
"Ten świat nie ma miłości, ten świat umiera"

A jutro na zlot.
Jakoś sobie żyję. Chdzę do szkoły potem do domu potem gdzieś ptem znów do domu i potem znów do szkoły. I tak 5 dni w tygodniu na około.
Układam sobie całość całości w moim kalendarzu. Takim zeszycie. niby 60 kartkowym ale patrząc na jego dawną przeszłość ma juz moze z niecałe 30 kartek. To nic. I tak jest świetny.
Patrząc przez pryzmat wszystkiego. Generalnie to mam dość. Bo robi się coraz zimniej, Bo nic nie wychodzi mimo ze tego nie idealizuje. No ogólnie no.
Nie musisz wiedzieć co mi jest. Po prostu gdy widzisz ze niej jestem taka jak zawsze, podejdź i przytul. Wtedy będzie lepiej. To wystarczy.

Pozdrawiam. 
Emilia - jak czytałam dzisiaj Twoje ostatnie widomości do mnie to po prostu nie mogłam ustać w miejscu tak samo jak Ty. Zarzuciłam coś innego niż KATa i densiłam przy otwartym oknie na oścież mimo że piździ niemiłosiernie. Dziekuje. ;)
Martynka - jutro się widzimy i pewnie będziemy gadać ile wlezie. muszę wziąść coś na gardło bo jak widzę perspektywę tej zimnicy to mnie wszystko boli. ;)
Mario - taki dziwny zbieg ze akurat schodzę ze schodzów kiedy Ty do mnie dzwonisz. ;)
Olson - babol da mi 25 października płytę SOAD ! :)

Jako tako srako nijako.

E no ! i Gerwaz. (taaaa?!)
Dzisiaj dziadulek obchodzi swoje 15 wiosen. Z racji tejże wspaniałej okazji dodania notki składam Ci potrzeciowe życzenia. Żebyś sobie tam spełnił to o czym mi ostatnio powiedziałeś.
I mam nadzieję że siedzisz jakoś po tych trzech rylcach z mojego skórzanego pasa w dupę ;)

Pozdrawiam. Napiszę pewnie coś pozlotowego jak wrócę wymarznięta i zakatarzona ;)

http://www.youtube.com/watch?v=d-4FunzcDPE&feature=related

1 komentarz: