piątek, 26 sierpnia 2011

zacznę od dupy strony.

no to cześć i czołem.

taki trochę fejs palm ale to nic !
Bambersko opalona, z poprawioną kondychom, kilkoma kilogramami w dół oraz z bagażem wspomnień,

wracam z podbojów Słowackiego Raju i Niżnych Tatr.

Generalnie jest już normalnie aż drugi dzień po obozie i nadal nie ma zdjęć nikt komu mogłabym je zarąbać i wstawić tu. więc niestety narazie sypnę tu fotką bardziej obozowo-hufcową a nie dwudziestotrzeciową. ;)



Jeśli chodzi o wrażenia to naprawdę, naprawdę świetnie.



Widok z Poľany. (1890m n.p.m.)
Dopiero na drugiej wędrówce przypomniało mi się że mam coś takiego jak aparat w telefonie i ogólnie telefon więc go wzięłam. i na miniaturce jednak czego się nie spodziewałam jest jako taki widoczek. ;)

( Kontynuacja moich wrażeń obozowych w następnej notce gdy tylko dorwę jakieś szalone zdjęcia :) )


   Więc tak czy owak ogłaszam iż powróciłam sobie do metropolii Krotoszyn 2 dni temu. Mimo przespanych przez dwa dni 32 godzin nadal jestem niedospana i trochę sprawia mi to problem z logicznym myśleniem które niekiedy u mnie występuje. W związku z tym mój nie ogar który towarzyszy mi od początków życia czyli zarodka, jest zwiększony i bardziej natężony. Ale to nic. przecież jakoś można ze mną żyć. ;)
   Generalnie to jest tak w cholerę gorąco że nie wiem co mam zrobić żeby temperatura w moim pokoju wynosiła choć odrobinkę mniej niż ta co jest na dworze.
Ale! Będzie piękna burza. W sumie to ostatnio jak takowa była iż strzelało piorunami po placu targowym to ostatecznie rypło w moją kamienicę i każdemu niemądremu sąsiadowi który nie odłączył wszystkiego z kontaktu coś przysłowiowo "pierdolło". Więc apeluję o odłączanie wszystkiego od kontaktu jeśli burza jest ... ( O nie. nigdy nie chciałam być pogodynką... Ciekawe jakie miałabym zyski ... )
   Poza tym to stwierdzam, że na wakacje jest strasznie mało czasu.. Ogólnie rzecz biorąc te 60 ileśtam dni jest naprawdę bardzo krótkie i przelatują niczym luty który ma 28 dni.
   Jeszcze 5 dni i szkoła. Naprawdę to demotywuje ale szczerze to chcę już tych szkolnych rozkmin i jaj z nauczycielami. co jak co ale stęskniłam się za ludźmi. I nauczycielami. Przecież. Nauczyciele to też ludzie. Raczej.
   I w ogóle to wczoraj zadzwonił Czocher, że wbija z Grzybem i Miśkiem. Po frugo. No więc pojeździliśmy sobie po Krocie. W między czasie Czocher zaliczył glebę. Z mojej winy. ale . tak to jest jak jedzie się na rozklekotanym rowerku babci bez trzymanki gadając z kimś przez telefon. więc przysłowiowo chciałam go lekko pokierować w inną stronę ale ów składaczek zmienił tor i Łukasz J. z impetem wypadł na ulicę. Potem spotkanie z chłopakami z 13 i koniec dnia był naprawdę udany. :)
A dzisiaj wbiło Leszno. niestety czasu nie było i mam nadzieje ze nie jest złe ze tak szybko uciekłyśmy z Emilią.

CZOCHER ! Mam dla Ciebie plakietkę! ZNALAZŁAM ją i bądź ze mnie dumny bo... Oboje nie robimy do wody ♥ :)

Poza tym to kończę. Znów piszę o wszystkim i niczym ale to nie byłoby normalne jakbym o tym nie napisała. ;) Dziękuję moim " wiernym fanom " którzy stęsknili się za moim pisaniem i nie dawali mi żyć dlatego dzięki nim coś tutaj skrobnęłam. a jakże. teraz czytajcie ;)

A tak ogólnie to Igor ma swojego bloga. i mnie na nim reklamował. więc też klikajcie TU . Czytajcie i w ogóle ;)

Pozdrawiam Emilię z którą no kurde nie możemy się nagadać jak tylko się widzimy. Bo zawsze coś. I nasze konspiry telefoniczne. Nareszcie się widzimy po tych obozach Słowackich i Hiszpaniach i bla blaaaaaa ;*
Pozdrawiam Czochera. A jakże. Mam kiedyś dla Ciebie zrobić specjalnego posta i zrobię. ;)
Pozdrawiam Gerwazia. No cóż. Jesteś świetny i w to uwierz ;) Poza tym to jesteś jedną z niewielu osób w tym momencie chłopaków z którymi tak dobrze mi się rozmawia, niezależnie na jaki temat.

No i wiele wiele innych.
No i posłuchaj TEGO bo mnie bynajmniej świetnie nastawia do końca tych wakacji :)

No to cześć ! oczekiwać mnie wraz z kolejną notką ;)

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

no to tyle o moim sierpniu.

No to teraz opowiem o mojej wczorajszej hot czternastce.
To były naprawdę świetne urodziny i chcę takie przeżyć jeszcze raz w gronie takich osób jak te. I w ciągu takich samych moze nawet jeszcze bardziej bardzo ciekawych zdarzeń.
Pierwszym przypadkiem była Monika która już mi się rzuciła na szyje od samego wbićia do mnie do domu w celu oddania mi glanów i reszty rzeczy harcerskich.
Kolejna była Emilia i jej naprawdę świetny prezent. No i kampienie na aplikacje na fejsie. To było coś. W między czasie przyszła Julia i Angela pod mój dom i odśpiwały mi soczyste sto lat. Są na zdjęciu które jest nieco małe ale naprawdę laski są boskie ;) Poza tym dostałam masę życzeń. I 7 jak i 8 sierpnia. Więc naprawdę było miło. Podsumowywując:
60 życzeń z fejsrata.
2 esemesy.
4 odjechane prezenty.
moje szczęście ? wielkie.
dziękuję. :)



I właśnie od teraz. (Teraz jest inna godzina niż w dodaniu notki) liczę czas gdyż za 45 minut rozpoczyna się zbióka przed magiem w związku z wyjazdem na obóz na Słowację.
Początkowo liczba 13,5 i miara kg mnie przerażała ale potem stało się to jakieś normalne i po prostu do ogarnięcia.
W związku z napięciem przedwyjazdowym przepraszam, że ta notka nie jest tak klimatyczna jak ostatnio przed obozem. Stanowczo za późno się za nią wzięłam. No ale cóż.
Liczę, że te 16 dni w gronie ludzi z 23 będzie dniami spędzonymi ciekawie i naprawdę dobrze i miło. ;)


I trzymajcie za mnie kciuki, żebym nie wymiękła na wędrówkach. Bo będzie ich dużo ;)

Pozdrawiam. Was wszystkich. Naprawdę wszystkich. To przedobozowe latanie i całość całości naprawdę optymistycznie mnie do wszystkiego nastawiły. Teraz wiem, że można!

Damy radę. Wszyscy. Bo trzeba. Inaczej nie można. :)

"Śmiejcie się ile tylko możecie, to dobrze robi"
R.Baden-Powell

wtorek, 2 sierpnia 2011

jeśli kminisz to wiedz, że mnie rozumiesz.

symbolicznie i tradycyjnie. na początku jakieś zdjęcia. potem moje wywody. ;)

 huh.
 bo zachód nie musi być poramańczowy.
mhm.


No to jestem znów. Po konspiracyjnej działce. Po kilkunastu spotkaniach z kimś. Po kilku poważnych rozmowach. Po podjęciu kolejnych ważnych i mniej ważnych decyzji. Po powtórnym stwierdzeniu, że ludzie to istoty skomplikowane. Po zamulaniu. Po obcięciu włosów. Po gorącej herbacie i zimnym prysznicu. Jestem.

Zacznijmy po kolei. Jeśli chodzi o konspiracyjną działkę. To była ona oczywiście przeżyta z Emilią z którą zrobiłyśmy sobie noc wyznań przy ognisku do którejśtam w nocy. Była wczuta, miałyśmy pianki  i ochotę na grzanki tyle, że nie było ich jak zrobić. I oczywiście była chęć na siku w środku nocy i zatrzaśnięte drzwi i moje wychodzenie przez okno. Nie ma co. Było OK ! Bo z Emilią. ;*

Jak to chyba u mnie normalne, spotkałam się w przeciągu tych 11 dni z kilkoma osobami. Jak to bywa spotkania zawsze kończyły się zacieszaniem. Albo też nie. Ale to tylko w małej mniejszości.

Co do decyzji. Teraz ich trochę było. Myślę, że przybranie co do niektórych spraw podejścia "mamtowdupie" jest dobrym... ba ! zajebistym wyjściem. Więc jeśli tylko poczujesz się przeze mnie "mamtowdupiony" to wiedz, że pewnie "mamtowdupie". Jak chcesz to możesz mi o tym powiedzieć.

Bo człowiek to istota zmienna i nieobliczalna. Bardzo nieobliczalna. Są ludzie i ludziska. Ludziska i ludziki. Naszemu gatunkowi jak narazie nie zagraża wymarcie. Poza tym sądzę, że koniec świata będzie kiedy indziej niżeli w 2012 roku. więc oświadczam iż mamy jeszcze wiele czasu żeby się dowiedzieć dlaczego jesteśmy skomplikowani i sami o sobie nic nie wiedzący. I mamy również czas na poznanie siebie. Bo dużo o sobie jeszcze nie wiemy.

Piękna jesień tego lata. Dlatego tak jak pogoda funduję sobie szoki termiczne. Niby bo zimno wypiję gorącą herbatę o cynamonowo owocowym smaku a później wezmę prysznic bo nagle zrobi się 30* na dworze i jest gorąco.


No co. Kolejny wieczór podsumowań, stwierdzeń i pisania.
Teraz już wiem że nie było warto w sytuacji numer dwa. I wiem że również nie było warto w sytuacji numer jeden tylko z tego coś jeszcze wyszło. Bo coś zostało. A na sytuację numer dwa w sumie nie mam siły.
Skupię się na innych sytuacjach.

Już za 4 dni będę żyła 5478 dni na tym świecie. Lanszę się jak nic... :PA za 5 dni będę sobie już w drodze do Ostrowa z którego wyruszę pociągiem do Zakopca i później do Słowacji. Jednym słowem - obóz.

Na koniec. Pozdrawiam.
- wszystkie skomplikowane osoby.
- wszystkich i wszystko co mam w dupie.
- Monikę bo ostatnio suszyła zęby przez GG żebym ją pozdrowiła.
- i ogólnie wszystkich i wszystko co się rusza i wygląda.

Może się odezwę, a może nie. Zależy czy muchy nie zasrają mi monitora. I czy nie będzie dużego przeciągu koło mojego stanowiska pisania. :)