niedziela, 24 lipca 2011

Debil, idiota i frajer. Historia prawdziwa.

Także. Miałam na myśli zrobić dwa osobne posty w krótkich odstępach czasu ale ja to sobie jakoś jednak podzielę. Część pierwsza zatem ze świetnego, minionego obozu :)

Straszne zdjęcie z PKP 9 lipca przed wyjazdem. Wszystkie wyglądamy jak tap madl a w szczególności Julia i ja. Moje straszne włosy opisują moje nieogarnięcie chyba najbardziej.

Taniec przed Drzewem Życia na Placu Żydowskim, część I. Monika i Amelia.

Taniec przed Drzewem Życia na Placu Żydowskim, część II. Julia i Ola.


To chyba wszystko jeśli chodzi o obóz. Zdarzyło się na nim wiele rzeczy. Ciekawych i mniej ciekawych. Piosenką przewodnią oczywiście będzie " MANA MANA ! " a tekstem " Debil, idiota i frajer " o znaczeniu którego wiedzą ludzie liczni. Kiedyś tam będzie reszta całości ^^




Część II. Może mniej ciekawa jak dla niektórych. Może trochę bezczelna i bezpośrednia. Znów. Ale. Znów. Opisuje moje odczucia które obecnie we mnie siedzą.


Denerwuje mnie Twoja niepewność i brak własnego zdania. Denerwuje mnie Twoje niezdecydowanie.
Denerwuje mnie to, że jest jak jest i nie jest tak jak było.
Chociaż wiem, że masz mieszane uczucia. Czekam na Ciebie aż wykażesz się swoją inicjatywą.
Myślałam, że jesteś inny. Myślałam, że docenisz to co Ci powiem.
Miałam nadzieję, że nie masz nasrane w głowie tak jak większość w Twoim wieku.
Przykro mi, że jesteś tylko jeszcze chłopcem. I przykro mi, że mimo dojrzałego w miarę wyglądu w środku jesteś tylko egoistycznym pustakiem.
Może pisząc to sprawiam Ci ból ale taka jest prawda. O ile w ogóle Cię to interesuje.
Próbowałam.
Nie dałeś mi żadnego w miare normalnego znaku bym mogła myśleć inaczej niż myślałam, myślę i dopóki tego nie zrobisz. Myśleć będę.
Myślałeś, że nie będę w stanie napisać tego co czuję? Jeśli uważasz, że się zmieniłam to masz tu dowód, że nie. Zawsze byłam taka jak jestem teraz i bawi mnie to, że nie potrafisz podać mocnych argumentów które trud podważyć. Dlatego zawsze siedziałeś cicho jak Ci coś próbowałam wbić do głowy.
Pozdrawiam. I czekam aż dasz znak.

Takie z dzisiaj.

I bonus w postaci mojej mordki.

Pozdrawiam Martynę która chciała być pozdrowiona. Jasia, Dżi, Emilię i ludzi chcących być pozdrowionymi.
Ciebie Łukaszku też pozdrawiam. A co mi tam.

;*

piątek, 8 lipca 2011

z plecakiem i gitarą.




Zdjęcie Lginiowe. 

Śpiewam do was i do nieba,
że przyjaźni mi potrzeba
płomiennego ogniobrania
rąk przyjaciół i kochania
i kochania...
Wieczorne śpiewogranie.



   Spakowala wszystko co było pod ręką. Kilka koszulek, kilka par spodni... Paczkę chusteczek nawilżanych dla niemowląt i dzieci. Nerwowo, z myślą że zgubiła to co miała własnie zamiar znaleźć, rzuciła się do szafki szukając menażki i niebędnika który leżał w pękniętym kubku termicznym. Z ulgą odetchnęła gdy wyjęła zakurzoną zastawę polową. Uporządkowała to wszystko i uwaznie zapamiętując kolejność tego co włożyła nieśpiesznie pakowała plecak. Gdy pokój już był w miarę ogarnięty i na podłodze nie leżała ani jedna para skarpetek, usiadła i dokładnie przemyślała czy ma wszystko co mieć powinna.
   Rano wstała, założyła getry zaciągnęła sznurówki glanów, przełożyła pas przez szlufki i ostatecznie założyła mundur a na głowie poprawiła lekko przekrzywiony beret. Założyła ciężki plecak i poszła w ręku trzymając gitarę...


Klimat obozu już mi się narzuca. Spakowana i gotowa by jutro wyruszyć. :)

Także pozdrowienia dla wszystkich  i generalnie do zobaczenia i poczytania 23 lipca. :)

wtorek, 5 lipca 2011

do lasu!

Typowo tamtegoroczne zdjęcia z Lginia. :)


 każdy wie o co chodzi.

Było już raz. Ale oddaje świetność tamtego obozu.  

 Jasiu. Tak bardzo nie chciałeś. Uważam, że aż tak bardzo się nie ośmieszysz tym zdjęciem.

Mimo ze rozmazane to właśnie z serii pompowniczej i zaawansowanej musztry.


Generalnie to obozu już tylko 4 dni. Nieskromnie stwierdzam, że mimo dodatkowych rzeczy które mi przystało ogarnąć. jakoś to jakoś szybko, ładnie i sprawnie wyszło. Dlatego też usłyszałam dzisiaj kilka fajnych słów, m.in. " silna baba jesteś ^^ "
Jeszcze tylko się spakować i w drogę. :D

W ogóle z okazji, że dzisaj jest wtorek... Spotkałam się z Martyną a w przelocie też z Anią, Emilem i Moniką.
Było naprawdę best i generalnie to pragnę zauważyć, że polubiłam bardziej niz lubiłam lepienie z gliny ( my juz dobrze wiemy czego ;P ) i pomiatanie nie swoim rowerem po mieście.

Mimo natłoku zadań do zrealizowania i pozałatwiania kilku rzeczy, była nadwyraz spokojna.
Wszystko już było dopięte na ostatni guzik a jeśli nie to poprostu było na jak najblizszej drodze do końca.
Ona. Mimo intensywnie spędzonych ostatnich dni. Nie czuła się tak zwyczajnie. Tak normalnie.
Było jej lekko. Kilka rzeczy nabrało innego obrotu i poprostu się pozmieniało.
To co powiedziała kiedyś. Było już przeszłością.
Którą nikt nie powinien sobie zawracać glowy. Także Ty.
Ona już teraz. Jedynie spoglądała w przyszlośc i żyła tym co własnie obecnie się dzieje.
Wieczorami siadała w oknie. 
Brała do ręki pióro i gruby zeszyt pełen przeróżnych historii lub gitarę. Jeśli byłą tylko nastrojona.
I już o nikim nie myślała. Jedynie upewinała się w tym, że dobrze zrobiła i... że nie był odpowiedni.
Że nie byłoby dobrze jeśli byłoby inaczej.


Czas na pozdrowienia !
Także...
Na pierwszej kolejności pozdrawiam Martynę z którą całkiem przyjemnie ogarnia się okolice Osusz i PKP i tworzy się nowee piękne romanse.
Anię  z którą dziś nad stawem ogarniała zasoby gliny i lepiła z nich co my dobrze w trójkę wiemy.
Emila i Monikę. PKP. Radzę Ci Emilu byś zmienił sobie siedzenie w rowerze bo generalnie na dłuższą metę jak sobie jeździłam tym Twoim rowerem, to jest ono niewygodne.
Mario. Tak tak. nie było o Tobie tutaj mowy. Ale ! Zanim dodałam zdjęcia zastanawiałam się czy czasem nie wrzucić Twojego zdjęcia jak dostajesz od nas paskiem w Lginiu z okazji urodzin.
Emilię z którą miałam się dzisiaj spotkać. Ale jednak nie wypaliło.
I resztę. Jankesa, Dżi, Olę Hffmnn i w ogóle dużo dużo ludzi :D

Czesław. Wejdź.  Wena na ten kawałek

Czekam na obóz :) Do następnej notki.