piątek, 1 września 2017

RÓŻNICE

Witam Cię.



W ostatnim czasie kontempluję nad fenomenem różnic między ludźmi, ale też tego jak człowiek potrafi z chwili na chwilę poróżnić się we wnętrzu samego siebie.

Czasami, gdy masz sposobność zobaczenia się ze mną lub spojrzenia akurat na moją osobę, to w chwili kiedy nie kłapię buzią, opowiadając kolejną to historię, wcale w mojej głowie nie ma porządku. 
Porządku nie ma tam nigdy, choć tak wielu mnie o niego posądza.
Może bycie artystą nijak mi się łączy z pisaniem i tworzeniem, tak bliżej mi do filozofa, bo tak rzadko można mnie zrozumieć. 
Kiedy inni pogrążeni są w myślach, zastanawiając się co by tu kupić na obiad... Moja głowa obmyśla kolejny plan zdobycia świata.
Choć brzmi to nierealnie to mam wrażenie, że łatwiej byłoby posiąść wszelkie dobra globu ziemskiego niż zrozumieć ludzi.


Co do różności. Różności między ludźmi. 

Przeżyłam piękny WOODSTOCK.
Bardzo piękny. Drugi. W czerwonej, pięknej koszulce. To jest taki super odcień czerwieni, który mam wrażenie, że bardzo pasuje do mnie i do większości różnych ludzi jakich tam poznałam.
Choć Woodstock to dla mnie coś innego niż browarek i ogólny chillout, to jest to czas pracy, w którym nabieram siły i nadziei na to, że mam szansę być szczęśliwym człowiekiem wśród ludzi. To taki tydzień raz do roku, prawie jak święta, z tą różnicą, że rodzina jest nam przypisana - też wspaniałe, co? To taki tydzień, gdzie z całej Polski zjeżdżają się ludzie. Ba! Z całego świata! Gdzie my, jako POKOJOWY PATROL tworzymy właśnie taką rodzinę, gdzie bardzo mocno się wspieramy i cieszymy się stałą obecnością drugiego człowieka. 
Doceniamy go za to jaki jest, a nie za to co posiada. 
Lubimy za to, że ma pomysł na siebie i się rozwija. Za to, że jest tak bardzo inny niż "ja" i ta inność powoduje, że jest naprawdę cudownym człowiekiem.

Kochamy za ofiarowany czas, uśmiech i uścisk. Za rozmowę, dobre słowo i poczucie, że nigdy nie zostaniesz sam. 
Oni nie pozwolą Ci czuć samotności i odrzucenia. Oni po prostu są.

Tworzą grupę, w której ja mam zaszczyt być i pracować. Grupę, w której mam szansę czynić dobro dla innych, dla nich. Grupę, w której mogę o kogoś zadbać, a ktoś zaopiekuje się mną w potrzebie. 
To jest niesamowite dla mnie, jak wielu fantastycznych, wykształconych i co najważniejsze INTELIGENTNYCH i Z SERCEM ludzi mogę spotkać tam w czerwonej koszulce. I nie tylko. ;) 

To dla mnie cudowne jak człowiek, jeden od drugiego mocno się różni. Jeśli ma się tylko dobre nastawienie i serce pełne miłości, zrozumienia i gotowości do poświęceń... Można każdą barierę złamać i tworzyć razem coś wspaniałego. To jest tak dobre, że aż nie potrafię tego do dziś pojąć.

Kocham Was. Dziękuję za wszystko. 
Za to, że jesteście - nie, że bywacie. 
Za uśmiech. Uratował on wiele dla mnie krytycznych sytuacji. Wyciągał mnie w chwilach zwątpienia. 
Za ciszę gdy gadałam - Justyna, było to wtedy gdy szłyśmy ratować Pana J.. Może już nie pamiętasz, a dla mnie znaczyło to bardzo dużo. 
Za Wasze otwarte umysły, gotowe na wszystko.
Za bliskość, kiedy kroi Ci się serce, a zaraz rozsypać masz się na milion kawałków. 


I piszę to, jak cały ten post ze szklanymi oczyma, kluchą w gardle i dreszczami na całym ciele. Ze wzruszeń popadam w żałość.
Bo tak bardzo było mi z Wami dobrze. Tak bardzo jest z Wami cudownie. I cholera tak bardzo mi Was brakuje, kiedy inni, okazują się nie tacy jacy być powinni. 










Było cudownie, wspomnień nikt nam nie odbierze, piję sobie zapuszkowaną, woodstockową coca colę i cieszę się, że mogłam tam być. 
Razem z Wami.




Choć wielu ludzi już postanowiło wystawić mnie do wiatru, tak wiem, że Wy tego nie zrobicie. 
Wy i kilkoro innych ludzi, którzy są ze mną tutaj. Już na co dzień. Podczas pofestiwalowej depresji, podczas moich urodzin, podczas ważnych dla mnie wydarzeń. 

Wam też dziękuję za dobre słowo, radę i piękny żart. Za dystans do siebie - bo tego już tak wielu osobom brakuje. Zbyt wielu go nie ma. Za radość i zaufanie jakim mnie obdarzacie. 
To oto garść malutka.




DOBREJ NOCY!
Myślę, że wkrótce trzeba będzie się pożegnać. 
Ciągle zastanawiam się czy to dobra alternatywa.
_________________________________________________________


PS.1. Przecież nikt nie powiedział, że zawsze jest pięknie, a moja głowa nie myśli w chwilach zawieszenia o niczym, albo o czymś dobrym, ale też o tym co złe. 
PS.2.  Przecież ludzie, nie różnią się po to by było to pozytywne. Ludzie wielokrotnie różnią się dlatego, że się gubią. Gubią się sami w sobie co potem gubi ich w dalszych rejonach, związanych już z kolejnymi osobami...

Co do różnic w człowieku...

Nawet tych, których mamy na co dzień przy sobie. 
To jest szokujące, jak wiele twarzy potrafią mieć ludzie, którym ufasz. 
Wystarczy jedno słowo. Jeden impuls. 


Wystarczy zbudować wokół siebie mur, aby przekonać się, komu zależy na nas na tyle by próbować go zburzyć. 
Budujesz. Siedzisz za tym murem.
Włażą przez niego. Ale Ci, których zupełnie się nie spodziewałaś. Oczekiwałaś kogoś znanego od dawna. Kogoś kto zna Cię na wylot. Dłużej niż 3 czy 4 lata. 
Okazuje się, że wchodzą ludzie, których początkowo chyba nie dostrzegałaś. Nie uważałaś, że będzie z tego coś więcej. 
Kolejny raz jesteś w szoku. Jesteś miło zaskoczona.
Jesteś też zła na samą siebie. 
Jak mogłaś być ślepa.
Zawiedziona jesteś. Też. 
Do tego już chyba trzeba się przyzwyczaić. :)






piątek, 14 kwietnia 2017

Rozmowa.

Drodzy Państwo.
Musiało się długo gotować. Przepraszam, ale musiałam dopilnować by to sensownie smakowało.

Ostatnio było o murze. 
Dziś o tym, co ten mur zbudowało.

Pomagają mi teraz tu być: klik

Otóż, jak wskazuje na to tytuł. Mur zbudowała rozmowa. Rozmowa, która ma wiele znaczeń. 
Rozmowa, która nie zawsze niosła otuchę i pociechę. Rozmowa po, której zostawał jakiś taki gorzki posmak w duszy i jakaś taka dziwna niepewność czy to ma jeszcze sens.
Czy mam siłę siedzieć w tym dalej.

Taka, która przeciąga się do późnych godzin nocnych, powodująca wybuchy śmiechu ale też dobrej, korzystnej refleksji nad tym co zostało dokonane.

Rozmowa jest jedynym, najlepszym początkiem nawiązywania znajomości, kończenia jej i możliwości zaspokojenia głodu poznawczego. Podstawowym elementem stosunków ludzkich.
Dlaczego też jej zaniechujemy?

Bo jesteśmy zmęczeni, nie mamy siły toczyć sporów w danym momencie albo wyjaśniać czegoś co mogłoby spowodować, że nasze życie zmieni się diametralnie. Nie mamy pomysłu, tematu, weny. Bo boimy się reakcji, nie chcemy się narzucać.
Ostatecznie zwlekamy.

Potem żałujemy. że nie powiedzieliśmy tego co trzeba, tego co uważało się za słuszne.
Plujemy w brodę bo - "mogłem dołożyć do pieca- paliłaby się stodoła!".

Krwawimy, bo nadal nic nie zmieniliśmy i szamoczemy się w tym, co było do teraz, z chęcią zmiany i nadziei najlepsze
 i obawą przed nieznanym. 


Poniekąd na szczęście, mimo językowej wpadziochy - nie utożsamiam się w powyższym.

Dlaczego?

A to dlatego, że mimo, że boję się wielu rozmów - stresuję się i drżę jak dzika fretka to ROZMAWIAM.
Na tematu błahe, nieciekawe, ciężkie, trudne, smętne. Z ludźmi, którzy tworzą ze mną pewną całość.
Tworzą coś nietrwałego, ale istniejącego.

Bo jak można nazwać trwałym kontakt, tylko ludzi, którzy popełniają błędy i mogą rozstać się przez wzgląd na sytuację czy też mogą zostać rozdzieleni siłą ( choć to w dobie internetu jest niemożliwe, ale o tym smakołyku za chwilę albo 
w następnym poście ).

Oni też rozmawiają na tematy błahe, nieciekawe, ciężkie, trudne, smętne, a nawet - prowadzące do podjęcia pewnych decyzji.

To, że jest przy mnie Filip, T., P., A., M., A., rodzina to nie jest to efekt udawanych uśmiechów, a szczerych rozmów, bolesnych, radosnych. Różnego rodzaju. Tworzymy razem mur, który doceniam dopiero teraz. Zajęta szukaniem czegoś co wypełni kilka dziur w moim życiorysie zapominałam o najważniejszych, którzy chyba dojrzeli do tego samego co ja.

By problemy załatwiać, dobrym humorem się dzielić i pozytywną energią zarażać. 
By mówić o smutku, o złości i żalu, o obawach. By razem się bawić, śmiać i tworzyć.

By dbać słowem, głaskać atencją, wykazywać zainteresowanie. By chcieć zmieniać i nie bać się tego.

.
.
.


Teraz kiedy najlepszego przyjaciela można szukać w aplikacjach, na fejsach i innych tworach "społecznościowych". Kto będzie zwracał uwagę na rozmowę. 
Skoro mogę wysłać śmieszny obrazek i śmieszne emotki, płacząc do telefonu bo nam tak brak drugiego człowieka. 
Ale się nie przyznamy.
Bo nie rozmawiamy o uczuciach - bo się wstydzimy i boimy. 
Ale się nie przyznamy - przed samym sobą.

Bo będzie głupio i niemodnie. 


Zdecydowałam, reszta innym razem. 



Dobranoc.
D.K.

poniedziałek, 9 stycznia 2017

mam swój mur

Zakochuję się.

W długich intro.
W spokoju, powolności, godności.
W stawianiu na swoim jeszcze bardziej. 
W ostrzejszej walce ze słabościami i tęsknotą. 
W życiu.

Chociaż idzie to opornie, a na drodze pojawiają się coraz to nowe wyboje, zachwyty i smutki to widzę w tej całej, nowe sytuacji chyba coś dobrego.
Coś co pozwala mi myśleć i co powoduje, że już nie biegam za tym, za czym nie powinnam. A jeśli już chcę znów pobiec, to mam ludzi co mówią mi - oszalałaś? nie rób tego.
I to im już tutaj dziękuję. Panowie i Panie. Jesteście wielcy. 


Ale serce rozrywa ból. Gdzieś w środku się tam czai, poniewiera w najgorszym momencie, kiedy na głowie ma się tak wiele. Żyjesz i nie widzisz zła. Ono jednak wie kiedy się pojawić. Kiedy jesteś zawalony pracą od stóp do głów. Gdy zimno Ci w ręce i na sercu.
Znasz to? Gnojek cwany jest.

Wykorzystuje to, że jesteś zmęczony, słaby i uderza tak, że masz wrażenie, że sypie Ci się cały świat.

Wiesz co Ci powiem?
Kij ma dwa końce. Życie to nie linia ciągła. Ona się gdzieś kończy. Bezpowrotnie się kończy i daje nam szanse by spróbować czegoś innego, co nas zaspokoi i rozwinie. Są miejsca gdzie po prostu jest słabsza i daje się trochę ponaginać.
Ale nie przerwie się tam, gdzie Ty już masz wrażenie, że dotykasz dupskiem dna.

Wcale nie. Ona jest bardzo elastyczna. Wraz z Twoim ciężarem leci w dół, w dół. Gdy czuje, że chcesz jednak coś zmienić, wyrzuca Cię ze zwielokrotnioną siłą w górę. Nie pozwala Ci skończyć bo wie, że musisz zrobić coś dobrego. Nawet gdy ludzie dookoła, nie wierzą, nie rozumieją, że masz większe cele niż zjedzenie śniadania i przeżycie dnia - musisz robić swoje. Nie dać się cholera stłamsić wyborom większości. Jesteś jednostką wspieraną przez tych, których tak zwykle nie doceniasz, których nie zauważasz bo zabiegasz o coś innego. O inną pracę, o innego człowieka, 
o inne zajęcia...


Oni są przy Tobie i Cię cholera wspierają od zawsze. Mimo kłótni, niesnasek, niedotrzymanych słów oni są przy Tobie od 20/7/4 lat albo też chwili... 
"Kto nam zostanie, z tych co za nami murem"
Widocznie oni są zajebistym murem. Dziękuję. 
_____

Myślałam, że ten post zakończę 8-1=2017 ale się nie udało. Dotrwałam do dnia piątego w roku podczas, którego spotykają się w dacie nieparzyste liczby. Przypadek? Nie sądzę. 

w 2016 było wiele, wiele ciekawych przygód. Kolejnych nadziei na nowe, lepsze jutro no i co? Jajco. 
Nic nie będzie takie jeśli do tego nie doprowadzimy, jeśli nie zepniemy dupska i nie udowodnimy samym sobie, że bez pewnych czynników i tak damy sobie radę. Jesteśmy mimo wszystko silnymi jednostkami, które tracą wiarę przez złe doświadczenia, z których nie potrafią wyciągać dobrej nauki.
To my decydujemy kto będzie w naszym życiu, to my decydujemy o tym czego się nauczymy, jaką wiedzę zdobędziemy i kogo będziemy mieli obok siebie.

Przestałam szukać.
Zaczęłam doceniać ten twardy mur, wiesz? Szukanie nie przynosi nic dobrego. Przynosi rozgoryczenie, żal, chwilową uciechę, a potem jest jeden wielki klops. Dosłownie. 
W tym roku będę trzymać się tego co stałe, rozwijać to co piękne i nie gonić na ślepo. Chyba to już nie ta pora. 

Doceń to co masz dookoła, zastanów się czy warto rozpaczać (nigdy nie warto) idź spać i drugiego dnia zacznij wszystko od nowa.
Nawet jeśli jednego dnia się nie uda, to znów idź spać i powtórz kroki. W końcu zdarzy się w Twoim życiu coś dobrego i spotka Cię człowiek, który naprawdę nie zawiedzie. 

Nie jesteś sam. 
Nie jesteś sama. Na pewno, masz wokół siebie ludzi- tak samo jak ja - którzy będą cichymi podparciami, gdy Twoja linia życia spowoduje, że dupskiem dotkniesz dnia. Oni nie pozwolą zatopić Ci się w mule. 

Rozwijaj się - osiągane sukcesy bolą Twoich wrogów.
Uśmiechaj się - uśmiech rozpala ich do gorączki.
Zarabiaj - własne pieniądze, dają większą przyjemność niż tylko te otrzymywane.
Doceniaj - zrobisz przyjemność tym, dla których jesteś całym światem.



Dziękuję
m-A.
F.
P.
T.
A.
A.
A.
A. 
P.P.
Dziękuję, że powstrzymujecie mnie przed złem. 




A Ty masz swój mur?
Powiedz im po przeczytaniu tego - Dziękuję.
Zastanów się, kto w Twoim życiu jest Aniołem Stróżem, trzyma Cię na dystans a Ty go po prostu nie doceniasz. Ten jeden jedyny raz... Doceń.


środa, 30 listopada 2016

Wychodzę.

-Halo? Kto tam?
-Tu inne życie.
-Co tam, gdzie jesteś?
-Za rogiem, czekam.
-Ok, wychodzę.

Happysad - Tak mija czas

Zima za oknem, wiatr przeszywa połacie kurtek i płaszczy, a mi w sercu jesiennie. Albo wiosennie? Kolorystycznie wychodzi to różnie, bo raz jest zieloniutko, a raz tak szaro-buro jak teraz.

Niemniej. Szukam.

Ostatni czas jest czasem odkrywania zdumiewających faktów. Zatykając otwarte przestrzenie w moim sercu, zapominałam o tym co najważniejsze. Zapominałam o tych, którzy byli zawsze ze mną, którzy są od 5 lat, 4... I tak rzadko się ich docenia.
I są, nie odchodzą, sprzeczają się i wracają z tolerancją i uśmiechem.

Szukać, szukam. Nie tak natarczywie już. Na pewno nie chwilowo ludzi, a motywacji do zmiany tego co już zostało w jakiejś nostalgicznej całości.

Czas to zmienić!

Dziś krótko, ale z moimi ulubionymi, najlepszymi Loesje.
Szukam nie tylko dobrych ludzi, ale motywacji do zmian, a także czegoś co znów podsumuje jakiś kolejny czas.. To jedne ( tak serio to wiele ) z nich:





Wystarczy - byle dobra!


 Jakoś tak. Na pewno w środy murowane 12 h.
To, że są mieszane nie oznacza, że są gorsze.
Im potrzeba ludzi, którzy je zaakceptują w całej ich niedoskonałości i nie będą wybiórczy.
Jestem pingwinem?


Y - zdecydownie


Nigdy. ;)


 Mi tak, a Tobie?

Bardzo na czasie.


Z racji, że jest środa, a ja od 8 siedzę na uczelni, zostało mi około 5 godzin snu. 
Mogę powiedzieć tyle.
Bądźmy dla siebie dobrzy. Nie bójmy się swojego zdania, a nawiązując do ostatniego.
Bierzmy na klatę to za co jesteśmy zobowiązani brać odpowiedzialność.
Nie zrzucajmy winy na innych.
Jeśli podejmujemy się spełniania jakiejś roli- spełniajmy ją w całej swej okazałości, a nie tylko od czasu do czasu, gdy jest nam to na rękę.

Bądźmy odważni i nie bójmy się zdania innych, bo tylko Ty jesteś Panem siebie.
 To od Ciebie zależy, czy spieprzysz swoje życie, czy uczynisz je pasmem doskonałych przygód.

Ja wybrałam przygodę i nie zawsze jest dobrze. Ale wiem, że jest jest to lepszy wybór niż spieprzenie tego co ma się jedynie jedno!

A Ty ?
Jak wybierzesz ?

Mickey Valen - Meet Me

Tylko pozytywnie. :)

Klikaj w czerwone linki :)




Nie spieprz tego, a ja biorę swoje życie ponownie w ręce i biorę się do roboty.
Będzie dobrze. :)


Dobranoc.

Jestem tu gdzie jestem i nie spieprzę tego.

piątek, 11 listopada 2016

Poszanowanie.

Cześć. rozpoczynam okrągłą godziną 00:50 dnia 11.11.2016 r.
Dużo jest tego wszystkiego. Dużo. Tymczasem porozmawiamy o poszanowaniu drugiej osoby.
Raczej może porozmawiam sama. Ty przeczytasz - odpowiesz jeśli się na to zdecydujesz.



Co mam zrobić kiedy szacunku nie widzę. Kiedy myślę o krzywdzonych kobietach, znudzonych mężczyznach, poniżonych dzieciach i osamotnionych starszych to przez serce moje przebiega gromada uczuć, dudnieniem przypominająca, stado biegnących koni tuż obok.


Żyjemy w świecie gdzie wszystko się hejtuje, gdzie każdy w każdym widzi zwarę, zadrę, której rzekomo nie da się wyleczyć. Gdzie aktorka po ciąży i powrocie do pracy rozliczana jest z każdego kilograma, a przystojnym nazywa się aktora, na którego widok sika cała szkoła gimnazjalna.
Żyjemy w świecie, gdzie kobiety sprzedają swoje ciało, mężczyźni je kupują, potem oboje obrzucając się gównem bo poniekąd, każdy coś na tej transakcji stracił.
Niestety w zastraszającym tempie rośnie tu moda na hejt, nie na pochwałę. Tym samym jednakże problem goni problem bo tak naprawdę sami oczekując szacunku, nie dajemy go drugiej osobie. Kiedy ona zaś nie czuje się szanowana - odwdzięcza się tym samym.
Jesteśmy ludźmi. Tylko. Działamy jak magnesy.
Łącząc dwie odpowiednie części, dwóch różnych magnesów okazuje się, że wszystko gra do czasu gdy nie wydarzy się coś co za wszelką cenę będzie wpływało na odwrócenie się biegunów i skierowaniu ku stronom odpychającym się wzajemnie.
Niestety każde wydarzenie na mieście, w internecie, w najbliższym otoczeniu okraszone jest zgryźliwością, nieuczciwością i pobłażliwością.
Zapominamy o wzajemnej szczodrości, obdarowywaniu siebie dobrem pojętym w słowie i czynach.

I nawiązując do tytułu, wstępu i tego sprzedawania kupowanego ciała.
Czyż nie jest to paradoks?

Mężczyzna w społeczeństwie uchodzi za tego co ma być księciem na białym koniu, co szanuje, daje prezenty, kocha, tuli, całuje, obejmuje przy kumplach (zaznacza teren poniekąd) i nagle... przychodzi do kobiety, która bez ogródek daje mu w sobie to co najważniejsze by na tym zyskać finansowo - nie, bo ma problemy, ale po to, bo uważa, że nie ma dla niej odpowiedniej pracy - przecież do wszystkiego jest zbyt dobra ( a może po prostu zbyt leniwa? ).
Problem zaczyna się w sytuacji kiedy ta kobieta podejmuje się czynu. Ona przestaje szanować siebie, mimo to oczekując szacunku od mężczyzny, który korzysta z jej usług. Jest częściowo zawiedziona jego obojętną postawą, równocześnie jednak nie okazując mu szacunku, gdyż traktuje go przedmiotowo.
Mężczyzna z kolei zapomina o szacunku do samego siebie narażając się na chociażby chorobę. Następnie oczekuje szacunku od kobiety, która (tak jak wyżej) traktuje go przedmiotowo i ostatecznie nie szanuje jej samej, bo aktu, którego z nią dokonał nie traktuje jako coś niezwykłego, a jej samej nie uważa za piękną, godną - po prostu traktuje ją jak przedmiot.
Rozstają się. On ma moralniaka, ona jest zadowolona - ale za kilka lat będzie ostro zagryzać poduszkę, jeśli nie dzisiejszej nocy.

To chyba dosyć niecodzienny przykład, który można porównać do życia większości z nas.
Jest natomiast tutaj pewien schemat, który można idealnie dopasować do reszty.

Kobieta oczekuje szacunku od faceta, równocześnie zaglądając mu w portfel. On sam z kolei daje jej do czasu ulubione prezenty, potem zaczyna zauważać pewien dysonans i kończy się na tym, że ją po prostu porzuca. Ona jest w straszliwym szoku bo "jak ten dupek mógł nie uszanować tego, że ma taką super dziewczynę jak ja - lepszej partii niż ja nie znajdzie!".
Wniosek? Dziewczę oczekuje szacunku od chłopaka, który początkowo uchyla jej gwiazdki z nieba, a gdy uświadamia sobie swoje położenie, przestaje ją adorować bo za równowartość prezentów chciałby otrzymać jej adorację, szacunek i poświęcenie.

Oczekujemy pochwał od znajomych na fejsie za super wykonaną pracę. Dostajemy 0 albo znikomą ilość informacji zwrotnych, które zwykle są pochlebne. Trzymamy się tych co pochlebiają - bo była już najlepsza przyjaciółka stała się byłą bo nie skomentowała mojego zdjęcia na fejsie uła, uła!
Na osoby pokroju byłej już przyjaciółki składają się również Ci, którzy dla dodającej byli bliscy.
Wniosek?
Osoba dodająca oczekuje szacunku od ludzi, którzy są obok niej blisko, równocześnie zapomina średnio na 2 miesiące o tym, by do kogoś się odezwać z pytaniem pomocy, ewentualnej rozmowy.
Niekomentujący świadomi snobizmu os. dodającej, oczekują szacunku poprzez zwrócenie przez nią na nich uwagi, równocześnie nie doceniając wartości mentalnej dodanego zdjęcia (wstyd i hańba)

SYTUACJI takich jest naprawdę wiele.

Prosty wniosek. Ludzie oczekują poszanowania swojej pracy, osoby, płci, hobby zapominając o tym, że relacja szacunkowa musi być wzajemny.
.

To okropne, że nie szanujemy drugiej osoby, która daje nam całe swoje życie. Bo czasami i tak bywa. Powyższe sytuacje były poniekąd krótkotrwałe. Tu jednak chodzi o związki.
W każdym związku jest tak, że w pewnym momencie, oboje ludzi powie o kilka słów za dużo i już się zaczyna. Co za tym idzie, często niepochlebne opinie, nieciekawe wywody. Przeskakiwanie od wady do wady potęguje frustracje - osoby słuchającej jak i mnie gdy patrzę na ogół.
Jedno drugiemu chce się odgryzać ale nie bardzo to wychodzi bo pozostają gdzieś z tyłu resztki rozsądku, tej miłości i sprawa zostaje w zawieszeniu. Potem każdy udaje, że jest ok. Sytuacji nie było. Niestety przy kolejnej waśni wychodzi, że tak naprawdę gdzieś tył głowy jednak nam to myśl zaprząta i prędzej czy później, ówczesna nieciekawa opinia zostanie wyszarpana ponownie.


Ludzie bezsensownie komplikują sobie życie. Utrudniają je, płaczą, że nie maja nikogo bliskiego.
Jeśli szacunku się nie daje, to się go nie otrzymuje.

Dla wielu z nas poszanowanie to uznanie wartości drugiej osoby, akceptacja, podarowanie mu bezpieczeństwa, że własne zdanie pozostanie niezmienione i nikt nie zachęci Cię do zmiany nastawienia.


JA też szukam tego światła. Poszukuję i nawet w najbliżej położonym gronie tego nie ma. Nie pasuje to. Wszędzie coś złego.
Wszędzie krzywda, wyzwiski, nagabywanie. To chyba nie o to chodzi...




Tym razem zostawię to w tym miejscu...

DOBREJ NOCY.
Dzień dobry.
1:58

środa, 21 września 2016

Rzęchy i klamoty.

Jako rodowita Wielkopolanka zapraszam Was drodzy do przeczytania tego co jak zwykle nie zamierza się na nic konkretnego, aczkolwiek będzie chyba moją spowiedzią ostatnich dni. Zachwytów i tęsknoty. Bo piszę z Poznania.
Zapraszam!


Chciałabym wskoczyć w temat jak kaczka powyższa w wodę. Z gracją i przemyślaną taktyką, a w głowie chaos, głupotki, rzęchy i klamoty.
Jutro, zaraz, za niedługo minie tydzień życia w wielkim mieście.
Co widzę?
Ludzie, którzy się spieszą na tramwaj omijają cię z gracją. Mimo ludu, nie byłam jeszcze trącona ramieniem. O nie!
Dużo żabek. Aż zastanawiam się, co dzieje się na ulicach na wiosnę. W nocy natomiast nie narzekam na kumkanie.
Pogoda piękna na poznawanie tego miasta, w którym mam spędzić kolejną część życia.
Ludzie nie patrzą na siebie z byka jak to bywa gdzie indziej. Ludzie robią swoje i nie wciskają noska w nie swoje sprawy bo są zajęci bieganiem za tramwajem.
I to jest super.
Aczkolwiek odczuwam pewien rodzaj samotności.
W tych naszych mieścinach to już tak było, że słuchawek do uszu się pakować nie opłacało bo tam sąsiadka zza płoooota, a tu znajomy skąd inąd i trzeba było porozmawiać.
Ale też czuję się dobrze.


Mówi się, że w dużych miastach to zgiełk.
No jest bo te auta.
Ale chyba spokój większy jest wśród pół miliona nieznanych niż pośród twarzy widzianych co jakiś czas.

Tydzień mija, a to są moje dotychczasowe wnioski.
Bardziej prywatnie?
Lokalizacja- super. Spokój? - jest. Hałas - brak. Drzewa są? - są! I oprócz jednego czy dwóch dachów to widzę ich kołyszące się czubeczki.
No i mam wysoko. Będą łydeczki jak marzenie huhu!


Mimo to nadal się boję tego co nieznane, chyba jak każdy, kto postanawia wyjść ze swojej strefy komfortu.
Mimo to nie mam najgorszej. Bo wychodzę na swoje na dobrych warunkach, bez przekrętów, kłamać nie muszę i za kilka dni startuję z nową przygodą. Przygodą niewyrwaną życiu za pieniądz i fałsz, a otrzymaną za kilkuletnią pracę. Przygodą, która ma być wstępem do czegoś dobrego.


Gdy w świecie tyle zła, łapmy chwile i doceniajmy ich urok. Mieszkamy tu chwilę, ale jest całkiem sympatycznie. A najwygodniej bo bez szkodliwej przeszłości i bagażu, który zostawiliśmy gdzieś po drodze z Krotoszyna do Poznania. Tak mniej więcej w tych lasach za Jarocinem bo to doskonałe miejsce dla takich doświadczeń.
Wygodnie nam bez złych twarzy. Tęskno nam do tych, którzy okazali się być w ostatnich miesiącach najbliższymi. I, którzy są nimi do teraz.

Póki co Filip nie wypuszcza mnie samej na "dzielnie" bo się boi, ale już wkrótce każde z nas będzie musiało pójść swoją drogą na swój wydział - dobra do płotu razem bo to wszystko to na jednym podwórku!

Więc czuję się bezpiecznie.
Bez zła.
Bez niesprawiedliwości.
Z wesołymi, życzliwymi ludźmi dookoła. ( Pan, który nam zakładał internet był np super! )
I mamy nadzieję, że już tak zostanie.


Na razie odpoczywamy bo dopiero niedawno zakończyliśmy nasze wakacyjno-pracownicze obowiązki i lenimy się za 4! (Bo każde z nas leni się za 2!)
Ja bynajmniej mentalnie szykuję się do porannej rejestracji. Czuję się w takich i podobnych chwilach tak, jakby mój komputer i otoczenie dookoła mnie na odległość 1 metra była moim centralnym biurem dowodzenia.

Dziś chyba chciałabym więcej pokazać w zdjęciach.
Oto one:

















W tej naszej poznańskiej doli odwiedziła nas zaprzyjaźniona gromada z Krotoszyna. Na jeden dzień było znów tak jak bywało zwykle. Było swojsko i zabawnie. Byli Ci, którym ufamy i, z którymi dobrze się bawimy. Dziękujemy raz jeszcze za Wasze odwiedziny! :)

Migawek poszło też kilka z samodzielnych podróży tramwajem lub jak zwykle to bywa - wędrówek pieszych.



Suma sumarum doceniamy to co się dzieje teraz wokół nas. Mamy spokój, chwilę przed rozpoczęciem nowego rozdziału w naszym życiu. Czas na zwiedzanie i na poznawanie. Mamy czas na rozwijanie siebie, sprawdzanie swoich możliwości. Przystosowujemy się.
Warto dać sobie taki czas. Nie skakać na głęboką wodę od razu, bez nauki pływania.
Mamy nadzieję, że gdy inni (oby nie) czasami będą się gubić, my już będziemy mieli to i owo "ogarnięte".

Cieszę się i doceniam, że mam tylu dobrych ludzi wokół siebie, którzy pomagają, są blisko. Trzymają mnie w ryzach i nie pozwalają by opadły mi skrzydła.
Cieszę się pomocą udzielaną w przeprowadzce i cieszę się, że nie jestem tutaj sama tylko z tym babolem Filipem i, że nie muszę przechodzić sama przez to wszystko.

Doceniam bardzo mimo, że narzekam, krzyczę, złoszczę się.
Jest dobrze, jak dobrze będzie na uczelni to ogólnie będzie świetnie.


Rozwijam się.

Ty też człowieku zrób coś dla siebie! Przeczytaj coś tylko dla siebie. :)
Kup sobie coś pięknego, spełnij swoje marzenie.
Zrób coś, co będzie TYLKO TWOJE.

I nikt nie ma prawa Ci tego odebrać jeśli dotrzesz do celu drogą prawą, bez łamania zasad.
Realizuj się jeśli tego byś chciał. Baw się dobrze tym co do Ciebie należy.
Szanuj tych, którzy są dla Ciebie najważniejsi.
A opinie wrogów doceniaj - trzeba się tego nauczyć - oni mimo, że nie chcą. próbują Ci wmówić to jaki jesteś. Gdy popatrzysz na to z innej perspektywy. Próbują Ci wcisnąć wady, które dotyczą głównie ich biednego życia. Tacy z nich altruiści.

Kochani doprawdy!
A Ty? Ciesz się. Żyjesz godnie, jesteś zdrowy, osiągasz cele poprzez pracę, nie przekręty? - doceń to.
Bądź szczęśliwy i nigdy się nie poddawaj.



Dodaję zdjęcie kaczki ponownie. Bo trochę w ten temat wskoczyłam.
Zaczynając notkę byłam wściekła jak kret.
Uszło ze mnie. 
Uff...
Dzięki!




PS. 1 Nad naszym blokiem latają samoloty! Niedaleko Ławicy mieszkamy więc z okna widzę brzuszki samolotów i wszystkie okna jak się dobrze przypatrzę! :D
PS. 2 Cytaty pochodzą z "Dużego MAŁEGO PORADNIKA ŻYCIA". Możemy zrobić zabawę. 
Jeśli chciałbyś/ chciałabyś poznać cytat spod Twojej wybranej liczby, to napisz! Wyślę. :) Przy okazji porozmawiamy! :)
kubiakdaria2@wp.pl albo odezwij się tutaj dodam zdjęcia w kolejnej notce :)
Zapraszam! Ty zostaw tylko numerek z przedziału od 1 do 1560. :)



DOBREJ NOCY!

środa, 10 sierpnia 2016

WOODSTOCK

Ehh... Siedzę przed tą internetową kartką i dopiero teraz zastanawiam się dlaczego tak późno się za to zabieram. Nie chodzi mi tu o godzinę pisania bo to moja godzina, a poza tym robota na 3 etatach na nic innego nie pozwala. Chodzi mi tu o to, że chcę napisać o czymś pięknym. O czymś co tak naprawdę wspominam i będę wspominać najlepiej w życiu chyba. Kurde no.
Pluje sobie w brodę, że na pisanie o Woodstocku zabieram się dopiero teraz. No cóż. Zaczynam.



Witaj!
Dawno się tu nie widzieliśmy. Ja już sobie w głowie układałam nasze spotkanie.
Pod różnymi kątami układałam przebieg tego spotkania. No i nadal jestem w punkcie wyjścia.


Dobrze no to tak. Niedawno gdzieś (bo patrząc na odstępy między poszczególnymi notkami to między tą o kursie, a tą nie jest wcale tak też daleko) pisałam o tym czego doświadczyłam na kursie przygotowującym do pracy w Pokojowym Patrolu na Przystanku Woodstock.
Oprócz tego, że mało spaliśmy, były wielkie kotlety, że egzaminy były i w ogóle to fajnie było to no. Było o tyle dobrze albo aż TAK DOBRZE, że oprócz nieznajomości terenu pola, wszystko rozumieliśmy. Wszystko znaliśmy w stopniu takim aby móc pracować na tym naszym (moim i Filipa) dziewiczym Woodstocku.
Jestem za to wdzięczna ekipie, która nas szkoliła. Powiem, że nie czułam dyskomfortu z powodu pierwszego razu i to od razu "na tyłach" całego festiwalu bo czułam się przygotowana.

Od strony organizacyjnej wyglądało to o tyle, że przyjechaliśmy szybciej, a cała praca nie obejmowała jedynie 3 dni festiwalu co zmiany zaczynaliśmy już od poniedziałkowego wieczoru.
Robiliśmy co się dało, żeby Woodstock był bezpieczny, by był godny miana najpiękniejszego festiwalu świata dzięki (m.in) naszej dobrej komunikacji z woodstokowiczami.
Dbaliśmy o to o co każdy patrolowiec musi dbać jak już odzieje się w tą czerwoną koszulkę z odblaskami!

Praca wymagała poświęcenia, wielogodzinnego spoglądania na ręce przechodzących i wyłapywaniu szkła z tych zadowolonych rąk, które zaraz miały tańczyć z resztą ciała pod sceną.
Jak już się szło na zmianę to na pełnym zaangażowaniu bo wiedzieliśmy, że jedna odebrana butelka może komuś uratować zabawę na festiwalu. Mówię tak o tych butelkach bo to w sumie przy informowaniu o zakazie wnoszenia szkła na festiwal było najśmieszniej. Te zszokowane miny rzekomo pierwszy raz będących na Woodstocku ludzi, którzy w gruncie rzeczy wyglądali tak jakby wracali do domu na te kilka dni, a przez resztę roku gdzieś tam bywali. Śmiechnęłam kilka razy aż miło.

No dobra. Ale najważniejsze. W ciągu tych trzech dni przeżyłam tyle kurde wzruszeń i tyle serca ociepleń, że naprawdę łał!
Pierwsze?
Rozpoczęcie na dużej scenie. Stoisz w TEJ czerwonej koszulce, za TYM Owsiakiem, z TYMI ludźmi, którzy RAZEM z TOBĄ, tworzą coś wielkiego a ONI na ciebie patrzą. No tak. Ci wszyscy ludzie, którzy przyjechali bawić się, śmiać, wypić piwo, poznać nowych ludzi. Oni klaszczą gdy Jurek powie, że klaskać mają dla czerwonych. Ło Panie. Oni klaszczą. 


Potem schodzisz ze sceny i znów idziesz na teren, na zmianę. A oni co? Oni śpiewają o Tobie, tulą Cię w ramach podziękowań za pracę. Przybijają Ci piątki i są wdzięczni za to, że jesteś. 
Kurde. Teraz się uśmiecham. 

Drugie? Właśnie to jak oni chodzą, Oni chodzą i widzą, że idziesz. I czasami nie miną Cię obojętnie. Oni podejdą, w różnym stanie (bo przecież się bawią), oferują Ci łyczka - Ty odmawiasz - oni rozumieją. Ale nie przechodzą obojętnie, dzielą się tym co mają.
Dlatego z Woodstocku przywiozłam nie tylko wspomnienia ale też skromne podarunki.
Pamiętam to jak dziś, odbieraliśmy PUSTĄ butelkę od imprezowiczów. Nagle ktoś podbiega i w chwili przekazywania szkła wystrzeliwane jest sprężone confetti nad naszymi głowami a na ręce wciskają nam fluorescencyjne bransoletki i proszą byśmy machali do ich namiotu jak będziemy przechodzić.
Kolejna sytuacja.
Podbiega do nas kobieta. Widać totalna artystka. I prosi o uśmiech. Uśmiecham się za co wręcza mi plik pomalowanych sklejek w różnych wzorach i oświadcza, że są to medaliony za uśmiech. Poprosiłam, by wybrała dla mnie jeden, skoro chce mi go podarować. Wybrała, wielki z dużymi czerwonymi ustami - bo pasują do koszulki.


Wiele tego było i jeszcze więcej. 


Najbardziej cieszy mnie fakt, że nie wróciłam stamtąd z poczuciem, że zrobiłam kawał roboty a nic za to nie mam. No właśnie. Wielu z mojego otoczenia pytało - "A co za to miałaś?", "Ile kasiury zgarnęłaś co?"
Odpowiadałam: "Kasiury zero, a nawet wydałam bo Lidl był nieopodal, ale nie w tym rzecz! Otóż otrzymałam za te wszystkie zmiany i obecność tam bardzo wiele. Mianowicie są to piękne wspomnienia, uśmiech i coś za czym mam tęsknić aż rok.
Bo tylko tam możesz spotkać ludzi, dla których piękne jest to co robisz, i dla których jesteś piękny duszą, którzy nie oceniają cię przez palce, a takim jakim cię po prostu widzą. 

TO dostałam, więcej nie oczekiwałam."


Generalnie zanim tam pojechałam w głowie włączyłam sobie tydzień wcześniej tryb, że będzie niezła harówka. No nie myliłam się, ale odespałam jeden dzień, tydzień chorowałam, katar miałam do zeszłego piątku ale kurde no nie żałuję.
Było cudownie i aż mi teraz żołądek skręca, że nie zobaczę różnych osób przez cały rok. 

Pobyt na woodzie zamazał wszystko to, co chcą wpoić nam media.

Woodstock to siedlisko brudu i patologii - ehh... niestety ale brudne zostają jedynie palce, które przyczyniają się do pisania takich oszczerstw. Spójrzmy prawdzie w oczy. Czyżbyśmy nie żyli w społeczeństwie, które w większości odstępuje od pewnych norm moralnych? Dziennie mijamy konfidentów, żyjemy z dwulicowcami, przechodzimy obok cichych zabójców.
Woodstock miejsce jak każde inne. Ale jednak tak bardzo różne. Ta różność czyni je pięknym.

I póki moje życie pozostanie tak czyste od niektórych, zbędnych ludzi - dotąd wierzyć będę, że są jeszcze tacy, którzy mają dobre serce. 

Póki co jestem tu gdzie jestem. Woodstock przeżyłam. I zakochałam się.
Chyba do końca będę już mieć dylemat, z której strony Woodstock teraz zobaczyć. Czy zostać w PP, czy spróbować być tym, który jest przez PP chroniony.
Ale wygra coś czuję opcja nr 1. :)


Dziękuję WSZYSTKIM Patrolowcom, którzy to czytają. Czuję, że mam to poniekąd w obowiązku, gdyż wiem jak wielu z Was było już na festiwalu raz, któryś i te wszystkie podziękowania woodstockowiczów na które trafiłam ja - są kierowane też do WAS. :)
Więc dziękuję w ich imieniu. 





Jedyny koncert wysłuchany prawie w całości, bo w PP trzeba umieć pokojowo łączyć pracę z relaksem. :D


A najbardziej to tęsknie za polem Malinowskiego, którego skrawek dosłownie szczątek widac w lewym rogu dolnym.

Pierwsza poniedziałkowa.

fot. Dawid Ilnicki

fot. Dawid Ilnicki